Z polskiej strony brzeg rzeki zabezpieczała pordzewiała, metalowa siatka rozpięta na poprzekrzywianych ze starości drewnianych palach. Po drugiej stronie z wody sterczały betonowe kloce i wietrzejące skorupy bunkrów. Na słupach zrobionych z szyn kolejowych rdzewiały całe tony drutów kolczastych. Od czasu upadku Związku Radzieckiego nikt nie konserwował umocnień. Na przejście od radzieckiej strony wyjechała czarna, pordzewiała nieco wołga. Jakub Wędrowycz, Paweł Skorliński i Josif Kleszczak leżący w krzakach na pagórku sto metrów od terminalu jak na komendę włożyli w uszy słuchawki podczepione do mikrofonu kierunkowego i przyłożyli do oczu solidne wojskowe lornetki. Na dachu Wołgi znajdowała się ładna, drewniana trumna. Z budki wyszedł celnik.Dokumenty – polecił. Dwaj Ukraińcy siedzący w wozie podali mu przez okienko paszporty.A to, to co? – zainteresował się, klepiąc burtę trumny.

– Nasz przyjaciel zmarł w Polsce – wyjaśnił jeden z podróżnych – wieziemy trumnę, by sprowadzić jego zwłoki do ojczyzny. Tu zrobił odpowiednio zbolałą minę.

– Sprytnie to wykombinowali – powiedział Kleszczak do Jakuba. – Znasz ich? – zaciekawił się Skorliński.

– Ta… Mychajło i jego brat… równe chłopaki…Tymczasem celnik nakazał podróżnym wysiąść z auta. Po kilku minutach trumna stała na asfalcie. Wachman podniósł wieko. Wewnątrz spoczywała setka butelek ukraińskiej wódki.Znakomity pomysł – pochwalił celnik, a potem zabrał się za wypisywanie papierów do rekwizycji. – Tyletylko, że wiecie chłopaki, to już przed wami wymyślono. Podał im z powrotem papiery. Wołga wjechała do Polski. Celnicy wnieśli trumnę wraz z zawartością do budynku. Po chwili trzej wspólnicy mogli obserwować dalsze losy ładunku. Urzędnicy opróżniali kolejne butelki, lejąc ich zawartość do paszczy potężnego silosu o pojemności, co najmniej 10 tysięcy litrów, zaś trumna spoczęła pod wiatą na sporym stosie innych trumien. Puste butelki trafiły do kontenera jakiejś firmy zajmującej się recyklingiem odpadów szklanych.



19 из 226