Oględziny wypadły pomyślnie. Kierowcom zwrócono paszporty i kawalkada ruszyła. – To co, jutro po twojej stronie? – zapytał Jakub.Ukraiński biznesmen powoli skinął głową. – Jutro. Spotkamy się w warsztacie. Karawana przejechała bezpiecznie. Przemytnik odetchnął z ulgą. ~ No i tona surowca jest – mruknął ucieszony. – Czas na mnie. Uścisnęli sobie dłonie i ruszył ku podnóżu wzgórza, gdzie zaparkował swojego rozsypującego się ze starości mercedesa. Po chwili dogonił wolno jadącą karawanę i poprowadził ją szosą na Chełm.W zasadzie można by i na tym popróbować spółkimruknął milczący dotąd Skorliński.Ma już swoich odbiorców – pokręcił głową Jakub.Poza tym nie masz pieca martenowskiego.A, no nie mam – westchnął biznesmen. – A jechać z towarem aż do Warszawy, trochę daleko… Może się podrodze rozsypać… Na przejście wjechała na rowerze strasznie gruba kobieta. Wyjęła z kieszeni paszport. Dwaj celnicy podkradli się od tyłu i jak na komendę zaczęli dźgać ją drutami. Spod obszernego płaszcza na wszystkie strony trysnęły cienkie strumyki spirytu z poprzebijanych prezerwatyw. Jakub zaśmiał się ponuro. Po chwili szczuplutka kobieta w za dużym płaszczu stała pośrodku sporej, szybko parującej kałuży… Skorliński westchnął

– Boję się, żebyśmy nie skończyli tak jak ona – mruknął.

– Mam pomysł legalnego biznesu – mruknął Jakub.

– Zupełnie legalnego? Egzorcysta strzepnął z kurtki niewidoczny pyłek.Prawie – uściślił. Na przedmieściach Rawy Ruskiej znajdowała się stara, opuszczona wiele lat temu fabryczka. W miasteczku nazywano to miejsce "Warsztatem". Zwykli ludzie wiedzieli, żeby się tu nie zapuszczać, a gliniarze byli przekupieni. Zresztą, Kleszczak nie był frajer i w zasadzie wszystko, co robił, było na tyle zbliżone do granic prawa, że w razie czego był w stanie przekupić sędziego naprawdę niewielką sumą… Z zewnątrz fabryczka ozdobiona była szyldem "Warsztat naprawy pojazdów".



21 из 226