Tu pospiesznie opatrzyli ranę i nie włączając świateł, odjechali. Kleszczak przyjechał rankiem. Jakub leżał w swojej chałupie i uzupełniał piwem nocną utratę krwi. Czuł się podle.Dobrze widziałem? – zapytał. – Topielaki cię dorwały?Jakub kiwnął ponuro głową.Kurde – mruknął ukraiński biznesmen. – Słabo je widać w noktowizorze, ale jednego z kałacha dziabnąłem… Dzięki…Przepadł nasz spiryt i kanistry – westchnął Skorliński siedzący na ławie w kącie. – Cholera by to wzięła…300 litrów poszło…Fatalnie – westchnął Kleszczak. – Jak sądzisz Jakub,dużo ich tam siedzi? Egzorcysta wychylił kolejny kufel. Jego twarz odzyskiwała już normalne kolory. – Może być nawet kilkadziesiąt… Ściągnąłeś ponton?

– Tak, podziurawiony jakby rogami.

– Czyli mają też krowołaki – mruknął Jakub. – No krowy, co się potopiły – wyjaśnił, widząc, że nie rozumieją. Można by spróbować głuszyć granatami… Dużo roboty,miejsce fatalne, a i efekty słabe…

– Fatalnie – powiedział Kleszczak, bo ja mam już kolejną cysternę. Trzeba coś innego wymyślić. – Egzorcysta poskrobał się po głowie.

– Pomysł jest… – powiedział. – Tylko, że potrzebaby z pół kilometra stalowej linki i pół kilometra szlaucha. – Da się załatwić – Kleszczak kiwnął głową. Coś jeszcze?

– Harpunik…

– Będziemy polować? – ucieszył się Skorliński Śmierć utopcom… – One już nie żyją – Wędrowycz zdobył się na smutny uśmiech. – Nie, z nimi porachunki wyrównamy przy innej okazji… Teraz jest robota, nie warto się rozpraszać. Aha. Łopaty też będą przydatne. Ale ze dwa dni muszę wypocząć… Przepłukał ranę na nodze kubkiem bimbru. Na szczęście, topielce nie zatruły ostrza… Na granicę wjechał tir-chłodnia. Kierowca podał celnikowi paszport, listy przewozowe i deklarację celną. Wachman spokojnie przeczytał.Półtusze wołowe z Uzbekistanu – mruknął. – O, totam są krowy? Kierowca uśmiechnął się na potwierdzenie.Otwieraj klapę – polecił celnik. Zaskrzypiały stalowe wierzeje, z wnętrza ładowni powiało arktycznym zimnem. Celnik zaświecił latarką.Miały być półtusze, a tymczasem są całe woły mruknął. – Sprawdzić… Jego dwaj podkomendni wskoczyli do środka i wyciągnęli jedną, zamrożoną krowę. Zawyła szlifierka kątowa, tylko tak można było rozpiłować mięcho zamrożone w temperaturze -40°C. Z wnętrza wypatroszonego brzucha sypnęły się paczki ukraińskich papierosów.



25 из 226