Armia miała dotrzeć do Moskwy, do samego cara Piotra. Triumf Rosjan był ogromny.

Wśród żołnierzy wędrujących w upokarzającym, morderczym marszu znalazł się również kapitan Corfitz Beck i jego młody „giermek”. Zdumiewała kapitana niezwykła odporność chłopca i siła jego ducha. Imponowała mu nie tylko zadziwiająca wola życia, ale także serdeczne ciepło i troskliwość, jaką okazywał konającym. Vendel Grip zawsze poświęcał czas tym, których trzeba było porzucić, zawsze umiał znaleźć słowa pociechy, przeznaczone tylko dla uszu umierającego. Zajmował się pisaniem listów do Szwecji, pozdrowień dla matek, żon i dzieci. Na początku strażnicy odpędzali go batami, ale Vendel tylko na nich patrzył. W jego oczach było coś, co sprawiała, że milkli i zostawiali go w spokoju.

Corfitz Beck nie był jedynym, który ze zdumieniem obserwował chłopca. Im dłużej trwał marsz, tym więcej oczu zwracało się ku niemu, zarówno Szwedów, jak i Rosjan.

Vendel Grip nie przypominał typowych potomków Ludzi Lodu. Wielokrotne małżeństwa z jasnowłosymi, zawierane przez członków rodu, sprawiły, że miał lśniące pszenicznoblond włosy, które lekko się wijąc opadały mu teraz na ramiona. Jego oczy, niewinnie błękitne, patrzyły przyjaźnie, z zaciekawieniem i błyskiem humoru. Karnację miał tak jasną, że z początku skóra, wystawiona na działanie wiatru i słońca, łuszczyła mu się gwałtownie, ale teraz przybrała ciemnozłoty odcień, co jeszcze bardziej podkreślało chabrowy kolor oczu i biel zębów. Jego twarz była bardziej szczera i bardziej miła niż twarze wielu członków rodu ze strony jego matki i, rzecz jasna, ojca.

Poczucie humoru najpewniej odziedziczył po pradziadku Tancredzie. Wyraźnie jednak było widać, że ma dopiero piętnaście lat. Świadczyły o tym niezgrabne, niepewne ruchy i cała sylwetka, zapowiadająca, że będzie szczupły, wysoki i szeroki w barach.



11 из 177