
Oficerowie Karola XII zdołali przekonać trawionego gorączką króla, że powinien wycofać się na południe, by nie wpaść w ręce Rosjan. W końcu, apatyczny, złożony chorobą, przystał na to.
Armia, która miała posuwać się za nim, przeszła daleko wzdłuż brzegów Worskły, mijając brody. Kiedy znalazła się pod Perewołczną, między nieprzebytymi wodami dwu rzek Worskły i Dniepru, otoczona została przez Rosjan.
I tu, niestety, dało o sobie znać zmęczenie wojną.
Lata znoju i przeciwieństw losu zgasiły w żołnierzach żądzę podboju. Zabrakło króla, który dodałby odwagi i zagrzał do walki, dawno już bowiem skierował się na południe, nieświadom upadku morale swej armii.
Szwedzi bez trudu mogli zwyciężyć, źle jednak ocenili liczebność i waleczność rosyjskich wojsk. Armia carska, której stali się jeńcami, była równie jak oni umęczona i wygłodzona. Ponadto nie uświadamiali sobie, że mieli nad nią ogromną przewagę.
Znalazły się, rzecz jasna, szwedzkie regimenty, które pragnęły walczyć dalej. Nie było ich jednak dostatecznie wiele. Generał Lewenhaupt wydał rozkaz wstrzymania ognia; uczynił to, chcąc ratować życie swoich ludzi. Kiedy on i pozostali oficerowie zorientowali się, jak słabe są wojska rosyjskie, było już za późno.
A gdy Rosjanie, sądzący, że pojmali cztery, najwyżej pięć tysięcy jeńców, spostrzegli, jak wielka w rzeczywistości wpadła im w ręce armia, nie mogli się temu nadziwić. Mieli teraz w niewoli szesnaście tysięcy ludzi!
Wśród nich znaleźli się Kozacy zaporoscy, którzy zbuntowawszy się przeciwko carowi przeszli na szwedzką stronę. Uważali, nie bez racji, że Ukraina należy do nich. Teraz potraktowano ich bez litości. Wbijano na pal, łamano kołem i wieszano, skazując na powolne konanie w palącym słońcu.
Szwedów natomiast wyprowadzono spod Połtawy. Jak zwierzęta pognano całą ogromną armię siedemset kilometrów przez stepy Ukrainy aż do Moskwy. Przeprawa ta trwała pół roku i nie wiadomo, jak wielu żołnierzy musiało w drodze pożegnać się z życiem. Eskortowali ich Kozacy – nie zaporoscy, poganiając uderzeniami batów, wykrzykując drwiąco. Szwedów, którym nie stało już sił na dalszą wędrówkę, po prostu zostawiano na drodze.
