
— Tak. Uwierz mi, Shimon, gdy ci powiem, o co chodzi, zrozumiesz, czemu jestem taki ostrożny. Shimon zamruczał coś niezrozumiale. Miał przy tym minę krnąbrnego dziecka.
Wilford-Smith rozejrzał się. Na trop tej osady z okresu przełomu tysiącleci naprowadziły go zdjęcia satelitarne. Na podstawie owych zdjęć wyznaczyli dziewiętnaście sektorów. Wewnątrz każdego z nich pracowali według systemu siatki, robiąc wykopy o wymiarach pięć na pięć metrów. Zaznaczone na powierzchni linie siatki pozostawiono między wykopami w postaci świadków o szerokości jednego metra, tworzyły profile, umożliwiając pracownikom wykopalisk przyporządkowanie wszystkich wydobywanych detali do stałego systemu odniesienia. Była to tradycyjna metoda, sprawdzona na całym świecie. Poza tym linie siatki — „dróżki”, jak je nazywano — służyły za dojście do wszystkich punktów wykopalisk, wyglądając czasem jak system wąskich mostków nad przepaściami.
Spośród dziewiętnastu sektorów na początek zajęto się tylko pięcioma, które wydawały się najbardziej obiecujące. To znaczy, od wczoraj sześcioma. Kazał wstrzymać prace w sektorze czternastym i zamiast tego skierował kopaczy do wstępnego zdejmowania stropowych warstw w sektorze trzecim. Nad miejscem znaleziska rozstawiono wielki biały namiot, pilnowany w nocy przez dwóch ponurych młodych mężczyzn, uzbrojonych w naładowane pistolety maszynowe. Mężczyźni ci byli pracownikami firmy ochroniarskiej z Tel Awiwu i pojawili się tu w niecałe półtorej godziny po jego rozmowie telefonicznej z człowiekiem, który, jak się spodziewał, siedział teraz w czarnej limuzynie.
Oczywiście, rozeszły się plotki. Gdy przechodził między pracownikami wykopalisk, huczało jak w ulu. Większość z nich stanowili wolontariusze, młodzi ochotnicy z całego świata, zwerbowani dla nich przez Israel Antiquities Authority z Jerozolimy. Za śmieszne pieniądze oraz smak przygody zobowiązali się wstawać codziennie wcześnie rano i po całych dniach dźwigać kosze pełne ziemi i kamieni. Teraz obserwowali go spod oka i z pewnością zadawali sobie pytanie, co tu się właściwie dzieje.
