— Doprawdy? — powtórzył. — W takim razie, ponieważ jesteście nowymi klientami, chcielibyśmy otrzymać wynagrodzenie z góry.

Jak pan sobie życzy. Złoto jest w waszym skarbcu.

— Chce pan powiedzieć, że wkrótce znajdzie się w naszym skarbcu…

Nie. Zawsze było w waszym skarbcu. Wiemy, bo właśnie je tam umieściliśmy.

Przez chwilę Downey wpatrywał się w pusty kaptur. Potem, nie odwracając wzroku, sięgnął do rury komunikacyjnej.

— Pan Winvoe? — zapytał, kiedy już w nią gwizdnął. — Aha. Dobrze. Proszę mi powiedzieć, ile mamy w tej chwili w naszym skarbcu. Wystarczy w zaokrągleniu. Powiedzmy, do milionów. — Na chwilę odsunął wylot rury od ucha, po czym znów się do niej odezwał. — Niech pan będzie taki miły i jednak sprawdzi, dobrze?

Odwiesił rurę i płasko ułożył dłonie na blacie przed sobą.

— Póki czekamy, czy mogę panu zaproponować coś do picia?

Tak. Sądzimy, że tak.

Downey wstał z poczuciem ulgi i przeszedł do sporego barku. Jego dłoń zawisła nad cennymi zapasami gildii, w starych karafkach opisanych Mur, Nig, Otrop i Yksihw

— A czego się pan napije? — spytał, zastanawiając się, gdzie Audytor ma usta. Jego dłoń zatrzymała się na moment nad niewielką butelką opisaną jako Anzicurt.

Nie pijemy.

— Ale właśnie pan powiedział, że mogę panu zaproponować…

Istotnie. Uważamy, że jest pan zdolny do wykonania tej czynności.

— Aha.

Downey zawahał się nad karafką whisky, ale zrezygnował. W tej właśnie chwili gwizdnęła rura komunikacyjna.

— Tak, panie Winvoe? Doprawdy? Rzeczywiście? Ja sam często znajduję jakieś drobne między poduszkami sofy; aż dziw, ile się tego może nazbie… Nie, nie, to nie była iro… Owszem, miałem pewne powody, by… Ależ skąd, o nic pana nie obwiniam… Nie, naprawdę nie widzę, jak… Tak, proszę odpocząć, to dobry pomysł. Bardzo dziękuję.



10 из 289