
Słabe strony męża wykryła błyskawicznie. Na widok najmniejszego nieporządku pułkownik wściekał się i cierpiał, idealna punktualność była potrzebą jego duszy, plany krótko- i długofalowe musiał mieć sprecyzowane co do minuty, wszelka niedokładność przyprawiała go bez mała o apopleksję. Arabella natychmiast zaczęła to wykorzystywać, niestety, ze skutkiem raczej nędznym. Zatruwanie życia nie wychodziło jej najlepiej.
Porozrzucane wszędzie rzeczy w mgnieniu oka zbierała doskonale wytresowana tubylcza służba. Nagłe zmiany planów nie wchodziły w rachubę, bo pułkownik ucinał je w zarodku, uciekając się nawet do presji fizycznej. Kiedy wymyśliła sobie ból głowy, opóźniając pójście z umówioną wizytą, podniósł ją z łóżka siłą i sam dopomógł w ubieraniu, wybierając w dodatku najmniej twarzową suknię. Dla zachowania punktualności nie pozwolił jej się uczesać. Arabella nie wydrapała mu oczu od razu tylko dlatego, że zdążyła spojrzeć w lustro i ten jeden rzut oka ukoił furię w jej duszy. Rozburzone rude włosy i rumieniec gniewu na obliczu czyniły ją jeszcze piękniejszą, a w kwadrans później jej uroda znalazła dodatkowe potwierdzenie. Wyraz twarzy obecnych na przyjęciu pań świadczył, że nowy rodzaj uczesania rychło wejdzie w modę.
Mogła śpiewać, kiedy jej mąż spragniony był ciszy, ale złośliwość losu sprawiła, że miała piękny głos, śpiewała prześlicznie i pułkownik bardzo to lubił. Zamiast się znęcać, robiła mu przyjemność. Mogła milczeć, ale żywy temperament straszliwie jej to utrudniał. Mogła zapominać, o czym tylko się dało, o zadysponowaniu obiadu, o umówionym spotkaniu, o zaproszonych gościach, o zabraniu parasolki, wszystko na nic, pułkownik pamiętał, resztę zaś załatwiała służba, która bała się go panicznie. W rezultacie Arabella zorientowała się, że bardziej niż jemu, zatruwa życie sobie.
