
Miała na imię Siska, a jej przodkowie należeli do scytyjskiego plemienia, pochodzącego z bezkresnych stepów Rosji i Środkowej Azji.
Przybyli tutaj dawno temu, być może nawet stało się to przed dwoma tysiącami lat. Włosy dziewczyny nadal pozostały czarne i lśniące tak jak u jej przodków. Wyrosły teraz długie, ukrywały całe jej drobne ramiona i plecy. Oczy miała lodowato szare, osadzone pod czarnymi niczym węgiel brwiami. Usta kusząco czerwone, ponieważ one również zaczynały dojrzewać.
Mężczyźni to zauważali. Siska obserwowała, jak ich zgłodniałe oczy błądzą po jej ciele, tak samo jak błądziły dziesięć lat temu po ciele poprzedniej bogini-dziewicy, kiedy miano składać ją w ofierze. Patrzyła teraz na młodych, silnych wojowników i małych chłopców, niewiele starszych od niej, a także dojrzałych mężczyzn spoglądających na nią pożądliwie. I starców, śliniących się na jej widok.
Niczym dzikie zwierzęta krążyli wokół jej tronu, zrobionego ze świętego giętego drewna. Teraz stanowiła dozwoloną prawem zdobycz. Wiedzieli o tym i pilnowali nawzajem jeden drugiego. Każdy chciał być pierwszy, bowiem odebranie jej dziewictwa oznaczało wielkie szczęście. Chociaż następni też mieliby z jej boskości wiele pożytku. A kiedy już ją posiądą, jeden po drugim, wtedy będą ją mogli złożyć w ofierze. To cena, którą Siska musi zapłacić za przywilej, jakim ją obdarzono, za to, że niemal przez całe swoje życie była ich boginią. Za to, że nosili ją na rękach, oddawali jej wszystko, co mieli najlepszego, wszystko, z wyjątkiem wolności i przyszłości. Mieszkała w najokazalszej chacie, otoczona usługującymi jej kobietami, przyjmowała w ofierze owoce i najdelikatniejsze pokarmy. Najstarsze kobiety plemienia uczyły ją tak, by mogła się stać wszystkowiedzącą wyrocznią.
