
Ale to się na nic nie zdało. Nie wypełniła swojego zadania. W dalszym ciągu nad lasem trwał mrok.
A teraz wszystko się skończyło. Kobiet nigdzie nie widać. Pochowały się.
Siska dygotała z przerażenia, ale starała się za wszelką cenę nie pokazać, co czuje. Przypominała sobie swoją poprzedniczkę. Ona sama miała wtedy co prawda zaledwie cztery lata, ale już wiedziała, że jest następną wybraną. Dlatego pozwolono jej siedzieć w ukryciu na drzewie, w pobliżu tronu. Teraz na tym drzewie siedzi z pewnością jej następczyni, choć z ziemi nikt jej nie widzi. Mała trzyletnia dziewczynka, wybrana w wyniku skomplikowanych zabiegów dokładnie tak samo, jak niegdyś została wybrana Siska.
Biedne dziecko! Ale prawdopodobnie ta mała wyobrażała sobie teraz to samo, co niegdyś Siska. Patrzyła na swoją poprzedniczkę na tronie i myślała: „Ech, co tam, ta jest przecież taka stara, ja mam przed sobą niemal cale życie i ja sprawię, że Światło powróci do naszego lasu. Ja naprawdę zostanę boginią mojego ludu”.
Nadzieje Siski jednak się nie spełniły. Teraz czas minął i nikt już nie udzieli jej prolongaty.
Tamtego dnia przed dziesięcioma laty nie bardzo rozumiała, co się dzieje z jej poprzedniczką, zapamiętała jednak wszystkie wydarzenia bardzo dokładnie. Wówczas także, podobnie jak teraz, mężczyźni jakby się przemienili w dzikie bestie, skradali się z gorączkowym sapaniem wokół tronu, strzegli nawzajem jeden drugiego, nie spuszczali z siebie rozpłomienionego wzroku tak, aby żaden nie podszedł za blisko do dziewicy, a potem z wyciem, które długo odbijało się echem w lesie, rzucili się wszyscy na nieszczęsną istotę. Z przerażeniem w oczach Siska patrzyła, jak ściągnęli ją z tronu, chociaż biedaczka rozpaczliwie trzymała się oparcia. Rzucili ją na ziemię, przepychali się nad nią, odtrącali jeden drugiego, tłoczyli się niby rój pszczół wokół swojej królowej. Drobne ciało dziewczyny całkiem zniknęło w ciżbie. Tylko jej rozpaczliwe krzyki niosły się daleko po lesie.
