
Krzyczała jednak tylko na początku. Potem umilkła. Mężczyźni jeden po drugim zaspokajali swoje żądze. Siska nie pojmowała, co oni robią. Widziała tylko dziwne ruchy i słyszała obrzydliwe jęki. Czuła się od tego chora i przerażona tak, że o mało nie spadla z drzewa.
Zamknęła oczy, zaciskała je mocno, bardzo mocno. Kiedy je znowu otworzyła, długo potem, gdy krzyki umilkły, zobaczyła, że dziewica leży na ziemi niczym porzucony łachman. Twarz miała białą, ciało zbroczone we krwi. Po chwili mężczyźni zabrali dziewczynę i ponieśli ją w kierunku ogniska, które tymczasem zostało rozpalone na wzniesieniu, w lesie za polanką. Teraz za plecami Siski znajdowało się takie samo. Wiedziała o tym dobrze. Tamtego dnia rozpalono mdły ogień, który miał przywabić do siebie Światło. Ale nic takiego się oczywiście nie stało. Jasno było tylko w kręgu płomieni.
Poza tym nad lasem panował zwykły mrok.
W rozpaczy Siska skierowała wzrok ku Światłu, które majaczyło daleko za górami. Ku Światłu, które nigdy nie docierało do ich lasu i do ich wymarłej doliny.
Określenie „wymarła dolina” jest oczywiście niesłuszne, ponieważ ludzie w niej mieszkali od dawna. Była to jednak uboga i nieurodzajna ziemia, pogrążona w wiecznym półmroku.
Dziewczyna drgnęła. Mężczyźni zaczynali podchodzić coraz bliżej. Większość z nich rozpięła pasy i pozbyła się ubrania. Siska mimo woli zacisnęła kolana. Teraz wiedziała już bardzo dobrze, co oni zamierzają z nią zrobić. To niemożliwe, to się nie może stać, pomyślała nagle. Dotychczas z rezygnacją poddawała się losowi, który ciążył nad jej młodym życiem. Teraz jednak obudził się w niej bunt. Nie chce. Za nic nie chce zostać potraktowana tak, jak jej poprzedniczka.
Widziała, że mężczyźni są gotowi. To przepełniało ją obrzydzeniem i niewypowiedzianą wściekłością, która zdawała się zagłuszać nawet strach. Nie poddam się dobrowolnie, powtarzała w duchu. Ta myśl rozpaliła się w niej niczym ogień i dodawała sił, których istnienia Siska przedtem nawet nie podejrzewała.
