Co ja zrobiłam? Zbuntowałam się przeciw prawu, pomyślała przestraszona, ale natychmiast odrzuciła od siebie lęk. Gdyby postąpiła zgodnie z prawem, teraz już by nie żyła. Jej zmaltretowane, zbroczone krwią ciało płonęłoby prawdopodobnie na stosie. Dziewica złożona w ofierze…

Chociaż wyrzuty sumienia nie ustawały i wciąż wracało pytanie: „Co ja zrobiłam? Co ja zrobiłam?” – to wiedziała, że ze swojego punktu widzenia postąpiła słusznie.

Teraz chodziło o to, by przeżyć, by znaleźć kryjówkę, do której tamci nie dotrą.

Ale jak może dokonać czegoś takiego ktoś, kto nigdy nie wyszedł poza granicę osady? Kto właściwie nigdy nie opuszczał swojej chaty.

Nie było jej zimno, ponieważ w lesie zawsze panowało ciepło. Pochodziło ono od Światła. Siska wiedziała o tym, tylko że to święte Światło znajdowało się strasznie daleko.

W świecie Siski nie istniała noc ani dzień, tylko nieustanny wieczny półmrok. Ale tutaj, gdzie znalazła się teraz, w tej ciasnej, porośniętej lasem dolinie, ciemność była głębsza niż ta, do której przywykła w rodzinnej osadzie. To ją przerażało, chociaż nie aż tak bardzo jak ścigający mężczyźni. Musi uciekać, tutaj zostać nie może. Gdy tylko natężyła słuch, natychmiast docierały do niej ich wrzaski. Znajdowali się daleko, ale z pościgu nie zrezygnowali.

Gdyby tylko mogła utrzymać się na nogach…

Nic dziwnego, że jest tak śmiertelnie zmęczona. Ona, która nigdy nie wychodziła poza drzwi własnego domu. Wyrosła na bladą i szczupłą dziewczynę, przypominała ziele wyhodowane w piwnicy. Na początku tej szalonej ucieczki gnała ją nieznana dotychczas siła woli. Pędziła przed siebie, nie zwracając uwagi na to, że wielkie korzenie drzew czają się na nią podstępnie, nie zauważając, że stopy ma coraz bardziej poranione, że trawa i rozrzucone wszędzie gałęzie kaleczą jej skórę. Nie zważała na to, że przewraca się raz po raz, chciała uciekać, znaleźć się stąd jak najdalej.



6 из 196