
Z trudem zrobiła jeszcze kilka kroków i nagle zatrzymała się, bo dotarł do niej jakiś głos.
Oddech w dalszym ciągu rozrywał jej piersi. Skórę poocierała i podrapała do krwi, ale rany nie wyglądały zbyt groźnie, piekły tylko. Całe ciało miała poobijane i obolałe.
Dźwięk, czy to nie… Czy to nie sącząca się woda?
Siska nie znała lasu. Wiedziała jednak, że na skraju osady płynie szeroki potok. I wiedziała, gdzie bierze on swój początek. Tak, czyż opiekunki i doradczynie nie opowiadały, że potok wypływa z gór?
Bez konkretnego celu, nie wiedząc nawet, dlaczego tak robi, skierowała się ku szemrzącej wodzie. Była kompletnie nie przyzwyczajona do poruszania się w otwartej przestrzeni. Większość czasu spędzała przecież siedząc w drzwiach swojej chaty, gdzie przyjmowała ludzi, przychodzących do niej po radę.
Nikt oprócz tych starych kobiet, które jej usługiwały, nie mógł jej nigdy dotknąć. Nikomu nie wolno było się do niej zbliżyć. Służące jej kobiety nie miały w osadzie żadnego znaczenia. Nikt się nimi nie przejmował. To mężczyźni reprezentowali siłę i to oni panowali. Kobiety znały się co prawda na różnych sprawach, ale to się nie liczyło. Prawdziwe wartości to siła i odwaga.
Bogini-dziewica była wyrocznią. To ona miała uratować swój lud, wyprowadzić go z wiecznego mroku.
Siska wiedziała ponadto, że ona sama stawiana jest znacznie wyżej niż jej nieszczęsne poprzedniczki. Ona była wielką nadzieją plemienia. Sam wódz wybrał ją na boginię w dniu, w którym się urodziła. Wybrał swoją córkę.
Tak, Siska była córką wodza. Była Księżniczką. Lud oczekiwał od niej bardzo wiele. Żywiono nadzieję, że nawet Światło pochyli się przed nią z respektem.
