— To dobrze — obróciła głowę na poduszce, jak gdyby chciała uniknąć konieczności patrzenia mu w oczy. - To dobrze, że nie zapomniałam podziękować. Ja tamto pamiętam jak przez mgłę. Nie wiem, co było jawą, a co snem. Bałam się, że nie podziękowałam. Nie nazywam się Falka.

— Tego też się dowiedziałem, choć raczej przypadkowo. Mówiłaś w gorączce.

— Jestem zbiegiem — powiedziała, nie odwracając się. - Uciekinierem. Niebezpiecznie jest dawać mi schronienie. Niebezpiecznie jest wiedzieć, jak się naprawdę nazywam. Ja muszę wsiadać na konia i uciekać, zanim mnie tu wytropią…

— Przed chwilą — powiedział łagodnie — miałaś kłopoty z siąściem na nocnik. Nie bardzo widzę cię siadającą na konia. Ale zapewniam, tutaj jesteś bezpieczna. Nikt cię tu nie wytropi.

— Z pewnością mnie ścigają. Idą po śladach, przetrząsają okolicę…

— Uspokój się. Codziennie pada, nikt nie odnajdzie śladów. Ty zaś jesteś na pustkowiu, w pustelni. W domu pustelnika, który odciął się od świata. Tak, by światu też niełatwo było go odnaleźć. Jeśli jednak sobie życzysz, mogę poszukać sposobu, by wieść o tobie przekazać bliskim lub przyjaciołom.

— Nie wiesz nawet, kim jestem…

— Jesteś ranną dziewczyną — przerwał. - Uciekającą przed kimś, kto nie waha się ranić dziewczyn. Czy życzysz sobie, bym przekazał jakąś wiadomość?

— Nie ma komu — odrzekła po chwili, a Vysogota złowił uchem zmianę głosu. - Moi przyjaciele nie żyją. Wszystkich zamordowano.

Nie skomentował.

— Ja jestem śmiercią — podjęła dziwnie brzmiącym głosem. - Każdy, kto styka się ze mną, umiera.

— Nie każdy — zaprzeczył, przyglądając się jej bacznie. - Nie Bonhart, ten, którego imię wykrzykiwałaś w gorączce, ten, przed którym chcesz teraz uciekać. Wasz styk zaszkodził raczej tobie, nie jemu. To on… zranił cię w twarz?



14 из 408