— Innymi słowy — podrzuciła hardo głowę — muszę tu zostać? To chciałeś powiedzieć?

— Nie jesteś więźniem. Możesz odjechać, gdy zechcesz. Dokładniej: gdy zdołasz. Ale możesz też zostać u mnie i przeczekać. Ścigający zniechęcą się kiedyś. Zawsze się zniechęcają, prędzej lub później. Zawsze. Możesz mi wierzyć. Znam się na tym.

Jej zielone oczy błysnęły, gdy spojrzała na niego.

— Zresztą — powiedział szybko, wzruszając ramionami i uciekając przed jej wzrokiem — uczynisz, jak zechcesz. Powtarzam, nie więżę cię tu.

— Dzisiaj chyba jednak nie odjadę — prychnęła. - Słaba jestem… I zaraz słońce zajdzie… A ja przecież nie znam ścieżek. Chodźmy więc do chaty. Zmarzłam.

— Powiedziałeś, że leżałam u ciebie sześć dób. To jest prawda?

— Dlaczego miałbym kłamać?

— Nie unoś się. Staram się doliczyć dni… Ja uciekłam… Zraniono mnie… w dzień Zrównania. Dwudziestego trzeciego września. Jeśli wolisz liczyć według elfów, ostatniego dnia Lammas.

— To niemożliwe.

— Dlaczego miałabym kłamać? - krzyknęła i jęknęła, chwytając się za twarz. Vysogota patrzyła na nią spokojnie.

— Nie wiem, dlaczego — powiedział zimno. - Ale ja byłem kiedyś lekarzem, Ciri. Dawno temu, ale nadal umiem odróżnić ranę zadaną przed dziesięcioma godzinami od rany zadanej przed czterema dniami. Znalazłem cię dwudziestego siódmego września. Zraniona zostałaś więc dwudziestego szóstego. Trzeciego dnia Velen, jeśli wolisz liczyć według elfów. Trzy dni po Ekwinokcjum.

— Zostałam zraniona w samo Ekwinokcjum.

— To nie jest możliwe, Ciri. Musiałaś pomylić daty.

— Na pewno nie. To ty masz tu jakiś przestarzały pustelniczy kalendarz.

— Niech ci będzie. Aż tak wielkie ma to znaczenie?

— Nie. Nie ma żadnego.

Trzy dni później Vysogota zdjął ostatnie szwy. Miał wszelkie powody, by być zadowolony i dumny ze swego dzieła — linia zszycia była równa i czysta, nie należało obawiać się tatuażu wrośniętym w ranę brudem.



18 из 408