– Nataniel! Nataniel!

Znowu ten krzyk śmiertelnego przerażenia. I to krzyczał ktoś, kogo on zna. Był tego pewien.

– Nataniel, pomóż mi! Ja już nie wrócę!

Zlany potem usiadł na łóżku i nareszcie się obudził. Zaspany, rozdygotany, z trudem rozglądał się wokół i szeptał:

– Tova! To jest Tova. Cóż ona znowu wymyśliła?

Traktował bowiem sen bardzo poważnie. Sny Nataniela zbyt często bywały prorocze, by mógł zlekceważyć te dziwne wizje.

Heike? „Martwimy się o Heike”? Nikt się przecież nie martwi o człowieka, który nie żyje od ponad stu lat! W każdym razie nie bywa to na ogół poważne zmartwienie. A te twarze… Sprawiały wrażenie, jakby należały do ludzi z bardzo odległych czasów, ludzi pierwotnych. I nie były nordyckie, uświadamiał to sobie z całą ostrością.

„Taira odszedł na zawsze. Odszedł przy…” Przy czym? Nie wolno mu zapomnieć tego słowa, to bardzo ważne, czuł to. Jak to było? „Dan-no-ura”. Tak właśnie to brzmiało. Nataniel pospiesznie zapisał słowa, które usłyszał. „Biwa”. Czy naprawdę jest taki instrument?

Wyskoczył z łóżka i zdjął z półki encyklopedię. Biwa… Prawdopodobnie nic takiego nie istnieje. Otóż nie! Istnieje!

„Biwa, japoński instrument z grupy instrumentów strunowych, o gruszkowatym, wydłużanym korpusie, płaskie dno. Cztery struny i cztery kołki, gra się za pomocą kostki”.

Japoński. Tego zdążył się już domyślić. Mógłby jednak przysiąc, że nigdy przedtem nie słyszał słowa „biwa”. Chociaż tego nie można być pewnym, nasz mózg magazynuje jakieś wyrażenia, a my nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy.

No ale te pozostałe słowa? „Martwimy się o Heike. Taira odszedł na zawsze. Odszedł przy Dan-no-ura”. Wiedział, oczywiście, kim był Heike, ale pozostałe wyrazy nie mówiły mu absolutnie nic. I nigdy nie mógł ich słyszeć, bo jego wiadomości dotyczące Japonii były w najwyższym stopniu ograniczone.

Jakieś bezsensowne senne marzenie? Być może.



2 из 201