
– Ktoś wprowadza się dzisiaj do Grange – powiedziała Dawn. – Kiedy przejeżdżałam obok, widziałam ciężarówkę z meblami.
Jack zmarszczył brwi.
– Nie musisz mi o tym mówić – mruknął. – Miałem już sprzeczkę z nowym właścicielem i nie wyszedłem z niej zwycięsko.
– Co się stało?
– Odwiedziłem go rano, aby zapytać o bal dla dzieci. Wiem, że pozostały już tylko dwa dni do Wigilii, ale gdyby wszyscy zakasali rękawy, to zdążylibyśmy jeszcze na czas.
– To znaczy, że on powiedział „nie”? – zapytała z niedowierzaniem.
– To znaczy, że pokazał mi drzwi. „Żadnego przyjęcia. Ani w tym roku, ani za rok, nigdy! Proszę wyjść i nie wracać!” Taka mniej więcej była nasza rozmowa.
– Ale bale w Grange stały się już legendą. Jeżeli on jest jednym /. Davisów, to z pewnością o tym wie.
– On nic jest Davisem. Prawnicy znaleźli wreszcie spadkobiercę Squire'a, żyjącego gdzieś na drugim końcu świata. Gość zażądał, aby spieniężono majątek tak szybko, jak to tylko możliwe. Dom trafił w łapy pośredników, którzy nie wiedzieli nic o Hollowdale i jego tradycjach. Posiadłość kupił ten, kto zaoferował najwyższą cenę.
– Czy ten mężczyzna ma żonę? Może z nią należałoby porozmawiać?
– On nie jest żonaty, co zapewne oszczędziło jakiejś kobiecie wielu cierpień. Nie da się z nim rozmawiać. Jest twardy i nieustępliwy jak skała. Próbowałem wielu argumentów: że są święta, że dzieci będą niepocieszone. Mówiłem nawet wtedy, kiedy skierował mnie do drzwi. Tego człowieka nie obchodzą dzieci. Nie obchodzą święta. Chce, aby zostawić go w spokoju. Jest jak Scrooge z Opowieści wigilijnej Karola Dickensa. Miałem wrażenie, że potrząśnie laską i zawoła: „Głupstwo!”
Dawn uśmiechnęła się lekko.
– Okazało się jednak, że w głębi duszy Scrooge jest łagodny jak baranek – przypomniała.
– Jeśli ktoś oczekuje od nowego właściciela Hollowdale Grange tego samego, gorzko się rozczaruje – mruknął Jack. – Poza tym dostało mi się od Harry'ego za to, że pozwoliłem ci pracować w święta. Może zbyt pośpiesznie przyjąłem twoją propozycję? Chciałabyś pojechać do domu?
