
– Myślisz, że tego nie widzę? – uśmiechnął się smutno. – A jak ci się zdaje, dlaczego staram się na ciebie nie patrzeć?
Zachichotała zadowolona. Jej ręka jakby mimo woli zaczęła się przesuwać w górę po wewnętrznej stronie uda Heikego. Chwycił ją i trzymał mocno.
– Vinga, na miłość boską!
Podniosła głowę i uśmiechnęła się.
– Ale ja tak lubię patrzeć, jak działa na ciebie moja bliskość. Wiesz przecież, że masz nie byle co do zaoferowania kobiecie. Mało kto mógłby się z tobą równać.
– Ciekawe, skąd ty o tym wiesz? – zapytał ostro, wciąż mocno trzymając jej ręce.
– Och, istnieje przecież sztuka. Obrazy, posągi. No i jak wiesz, w dzieciństwie widziałam chłopca stajennego. Nikt nie jest zbudowany tak jak ty!
– Rzeczywiście – zakończył Heike dyskusję. – Masz rację.
– Och, dlaczego mówisz to z taką goryczą? Ja cię przecież kocham. Czy ci to nie wystarcza?
Heike uśmiechnął się do niej i ostrożnie podniósł z podłogi.
– Niczego więcej od życia nie oczekuję. Ale na jak długo starczy twojej miłości?
– Czasami miałabym ochotę cię sprać! Dlaczego z takim uporem twierdzisz, że kiedyś ulegnę innemu?
– Dlatego, że jesteś bardzo młoda!
– Blisko rok temu też to mówiłeś. Wyznaczyłeś wtedy granicę moich osiemnastu lat…
– To ty wyznaczyłaś taką granicę. Ja powiedziałem, że musisz skończyć dwadzieścia jeden lat.
– Tak, ale zgodziliśmy się oboje na osiemnaście. W porządku, do tej pory będę się trzymać w ryzach. – Znowu usiadła w fotelu. – Tylko że ty kłamiesz.
– Ja nie kłamię nigdy!
– Ha! I to jest właśnie twoje największe kłamstwo. Bo nieprawda, że jedyne, czego w życiu pragniesz, to Vinga Tark. Przecież chcesz także zdobyć Grastensholm!
