
– Tak naprawdę to tylko pragnę trzymać cię w ramionach, Vingo, nosić cię na rękach jak największy dar Boga, wyjść z tego domu, zniknąć w śnieżycy. Chciałbym iść przez świat z tobą spoczywającą w moich ramionach tak, by twoje włosy spływały w dół złotą kaskadą. Chciałbym z tobą wędrować w tę spokojną zimową noc, gdy śnieg pada cicho na ziemię, iść w górę, ku rozgwieżdżonemu niebu. A tam podniósłbym cię wysoko ponad moją głową i powiedział: „Spójrzcie, kogo wam przyniosłem! Przyjmijcie leśną boginkę, Vingę stworzoną z gwiezdnego pyłu, bo tutaj jest jej dom. Ona należy do was. Potwór z piekielnych otchłani przynosi ją wam w nocnej ciszy, dajcie jej swoje błogosławieństwo”. „Nie – odpowiedzą na to gwiazdy. – To ty jesteś za nią odpowiedzialny, duchu podziemi. Ty musisz poprowadzić ją przez ludzkie życie, musisz osłaniać ją własnym ciałem, szanować ją i kochać, lecz dotknąć ci jej nie wolno, ty wielki, paskudny trollu!”
– Heike – jęknęła Vinga i uklękła przy fotelu, na którym siedział, kryjąc twarz na jego kolanach. – Przecież nie jesteś duchem z piekielnych otchłani, wiesz o tym! Ani nie jesteś duchem podziemi! A zresztą może i jesteś, bo ja kocham właśnie takie demony jak ty.
Uśmiechał się, gładząc jej mieniące się złociście włosy.
– Demon i panna. Czyż nie tak nas nazywają?
Vinga roześmiała się, ale nie podniosła twarzy. Wciąż tuliła się do jego kolan.
– Tak nas nazywają, ale to nieprawda. Ja nie jestem przecież aniołem.
– Panna czy dziewica to nie to samo co anioł.
– No właśnie. Zwłaszcza że ja nie jestem też dziewicą. No, może w czysto fizycznym sensie, ale to wyłącznie twoja wina!
– Moja zasługa, chciałaś chyba powiedzieć?
– Nie chciałam! A ty nie powinieneś czynić ze mnie istoty nieziemskiej, nie możesz mnie czcić, jak bym była boginią, Heike. Nie chcę tego! Bo często bywam małostkowa, złośliwa, a poza tym… poza tym w ostatnim czasie stałam się prawie dorosłą kobietą. Czy nie widzisz, że nie wyglądam już jak dziewczynka? Czy nie dostrzegasz moich piersi i bioder? Naprawdę przestałam być dzieckiem!
