Podziemny rząd wydawał przedtem własny biuletyn — „Lojalistę”. Ludzie Suli roznosili po ulicach Dolnego Miasta całe stosy tej gazetki, zostawiali kopie w restauracjach, barach, pod drzwiami domów. Teraz nawet ta prymitywna forma komunikacji skończyła się.

Z sypialni wyszła Spence, lekko tylko kulejąc. Została postrzelona w łydkę podczas zorganizowanej przez Honga nieudanej zasadzki w alei Axtattle i miała szczęście w nieszczęściu: kula nie uszkodziła tętnic, nie wdała się żadna infekcja. Obrzęk ustępował, utrzymywała się jedynie sztywność. Sula zaleciła Spence regularne ćwiczenia rozciągające i spacery po mieszkaniu, by zapobiec usztywnieniu zranionego mięśnia.

Zakazała też Spence opuszczać dom, choć dziewczyna mogłaby już właściwie bez specjalnego bólu chodzić po ulicy. Kulejący człowiek zwracał uwagę, a teraz, gdy sytuacja była tak niepewna, Sula nie chciała, by ktokolwiek z jej zespołu wzbudził zainteresowanie jakiegoś konfidenta albo patrolu miejskiego.

„Dlaczego ta nieznajoma utyka?”, Sula już sobie wyobrażała, jak sąsiedzi rozpytują się o to, i nie chciała do tego dopuścić, zwłaszcza teraz, gdy dzienniki triumfalnie obwieszczały zwycięstwo Naksydów w zaciętej bitwie w alei Axtattle i nawet przeciętnym obywatelom mogły przyjść na myśl śmigające pociski i ranni ludzie.

Może te wszystkie środki ostrożności są nieracjonalne, zastanawiała się. Ale udało jej się na razie przeżyć okupację Naksydów właśnie dzięki środkom ostrożności, które ktoś mógłby uznać za nieracjonalne.

— Jak noga? — spytała.

— Lepiej, mila… Lucy — odparła Spence. Okrążyła pokój i tęsknie spojrzała przez okno. — Piękny dzień. Szkoda, że nie mogę wyjść.

— Potrenuj chodzenie i rozciąganie, to wyjdziesz — poradziła jej Sula. Ciepły stosunek do ludzi nie jest moją specjalnością, przyznała w duchu.



10 из 610