— Nie smakuje ci ten kalmar?

Sula spojrzała zdziwiona na swój talerz: kawałki grillowanego kalmara nadzianego na szpadkę stały już z godzinę na biurku.

— Zapomniałam o jedzeniu — odparła.

— Daj, odgrzeję. — Spence wzięła szpadkę z kalmarem i drugą z grzybami i jarzynami i poszła do kuchni.

Sula usłyszała szum pieca konwekcyjnego. Spence wróciła i znów zaczęła spacerować po pokoju.

— Musisz nad czymś ciężko pracować — zauważyła.

— Byłabym znacznie szczęśliwsza, gdybym mogła nad czymś pracować — stwierdziła Sula. Spojrzała na displeje na świecącej powierzchni pulpitu, dotknęła podkładki i odłączyła pulpit od komputera Biura Akt. — Zastanawiałam się nad tym, jak porozumieć się z ludźmi z miasta, przekazać im, że nie wszystko stracone. Zrobić coś w rodzaju „Lojalisty”.

Spence zamyśliła się, poruszając mopsowatym noskiem.

— Nie wiem jak. — Potrząsnęła słomianymi włosami. — Ostatnim razem dystrybucja gazety zajęła nam kilka dni. — Nagle wpadła na pomysł. — Ale, Lucy, przecież masz dostęp do komputera Biura Akt. Nie mogłabyś za jego pośrednictwem rozsyłać elektronicznych wiadomości?

— Tak, o ile bym chciała, żeby bezpieka przejrzała wszystkie linijki kodu programów i nakryła mnie. — Do każdego maila doczepiony jest niewidoczny znacznik, który informuje, skąd nadano pocztę. Oczywiście kopie wszystkich listów idą do cenzury, więc możesz sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby dziesięć tysięcy kopii „Lojalisty” wpłynęło im do bufora.

Spence przestała spacerować i zamyśliła się, wykrzywiając usta.

— Ale przecież masz najwyższy priorytet dostępu. Każ komputerowi, żeby to wszystko jakoś zafałszował.

Sula już otworzyła usta do ironicznej odpowiedzi, ale się powstrzymała. Z kuchni dobiegł cichy sygnał i Spence pokuśtykała, by wyjąć z piecyka kolację Suli. Gdy wróciła do pokoju, zobaczyła ją przy biurku, ponownie logującą się do komputera Biura Akt.



11 из 610