
Wspomniała człowieka, który leci teraz wraz z Flotą między gwiazdami, i poczuła ucisk w gardle.
Martinez, ty draniu — pomyślała.
DWA
Dotyka jedwabistej, cudownie jasnej skóry, czuje na sobie ciepło i miękkość włosów. Szmaragdowe oczy Suli patrzą na niego z czułością. Wciąga intensywny zapach jej perfum „Zmierzch na Sandamie”. Smakuje jej usta. Sula szepcze mu coś do ucha, a on czuje jej ciepły oddech i wytęża słuch, by zrozumieć poszczególne słowa.
Nigdy się jednak nie dowie, co to za słowa. Lord Gareth Martinez obudził się z krzykiem w ciemnościach swojej kabiny i wyciągnął rękę, by pochwycić fantom, który już uleciał.
W pomieszczeniu słychać było stałe wycie silników, które wypychały krążownik „Prześwietny” z układu Bai-do, i szum powietrza w przewodach. Nagle usłyszał jakieś kroki za drzwiami i poczuł, jak pot wysycha mu na karku.
Wypiął się z elastycznej sieci, która przytrzymywała go w czasie krótkich okresów nieważkości, i postawił gołe stopy na chłodnej drewnianej podłodze. Wstał z łóżka i przeszedł do swojego gabinetu. Usiadł ciężko w fotelu i spojrzał na pulpit: z displeju patrzyła na niego lady Terza, jego żona.
Piękna, inteligentna, starannie wykształcona i kulturalna dziedziczka klanu Chenów, zajmującego najwyższą pozycję społeczną. W zwykłych okolicznościach Terza byłaby poza zasięgiem kogoś takiego jak Martinez, który nie mógł się pozbyć swego barbarzyńskiego akcentu i pochodził z klanu bogatego, lecz prowincjonalnego. Ojciec Terzy był członkiem zarządu Floty, który miał wpływ na karierę Martineza, ciotka Terzy była jego dowódcą. Małżeństwo Martineza z Terzą zostało zaaranżowane przez obie rodziny, zaledwie kilka godzin po ostatecznej kłótni Martineza z Caroline Sulą. Martinez spędził z żoną tylko siedem dni, po czym musiał służbowo wyjechać.
W czasie tych siedmiu dni Terza poczęła dziecko.
