
A jeśli z tych okrętów wrogowie wystrzelą w stronę sił Chen, tak jak to zrobili przy Bai-do? Pierścień zostanie zniszczony, a wraz z nim zginą miliardy ludzi na planecie.
Spojrzał w głąb trójwymiarowego wykresu nawigacyjnego, na otoczoną srebrnym pierścieniem małą niebieską kulę — planetę Termaine. Przypomniał sobie widok niebieskiej kuli Bai-do, gdy skazany na zagładę pierścień zaczął drgać, a potem majestatycznie opadł w atmosferę wielkich pióropuszy pary, pyłu i szczątków.
Żeby tylko znowu nie sprawdzali, czy blefujemy pomyślał Martinez. Prawdopodobnie dowództwo Naksydów uznało, że trzeba zobaczyć, czy napastnicy nie cofną się przed masowym mordem, ale skoro już się przekonali, z pewnością nie poświęcą kolejnej planety.
Martinez pragnął sięgnąć ręką w głąb displeju, wziąć małą planetę i zanieść ją w bezpieczne miejsce.
Nagle rozległo się ostrzeżenie o zerowym przyśpieszeniu. Martinez spojrzał na zegarek — teraz zgodnie z planem powinna nastąpić zmiana kursu, więc nie musi się przypinać. Rozległo się drugie ostrzeżenie, ucichł odległy ryk silników i Martinez znalazł się w stanie nieważkości. By nie ulecieć, przytrzymał się jedną ręką fotela; sam fotel był na tyle inteligentny, że przywarł do podłogi. Poczuł wirowanie w żołądku, co znaczyło, że „Prześwietny” obracał się przyjmując nowy kurs. Kolejny sygnał informował o wznowieniu grawitacji, a kilka sekund później włączyły się silniki. Martinez opadł na fotel.
Na statku toczyło się, codzienne życie: zgodna z harmonogramem zmiana kursu, wymiana wacht, czyszczenie pokładów, naprawy, ćwiczenia. Tylko Martinez nie wykonywał swoich rutynowych czynności; powinien być w łóżku, a tymczasem siedział przy biurku i wpatrywał się w displej.
Kazał zamknąć wykres nawigacyjny. Displej pociemniał na chwilę, po czym wypełnił się fotografiami Terzy.
