Przeważnie jednak skazańcy umierali szybko. Miano zgładzić prawie dwustu lojalistów, a katów było niewielu. Torturowali pobieżnie, potem zadawali śmierć garotą — dość miłosierną, jeśli się weźmie pod uwagę, co może zrobić obywatelowi państwo, jeśli pozwolą mu na to czas i środki…

Z sypialni dobiegała głośna cukierkowa muzyka wraz z odgłosami mamrotania i pojękiwań — to Shawna Spence, inżynier pierwszej klasy, jedna z dwóch towarzyszy Suli, leżała ranna w łóżku i oglądała melodramat, podkręciwszy mocno dźwięk, by nie słyszeć umierających kolegów.

Sula nie miała do niej pretensji.

Mieszkanie, duszne i gorące, cuchnęło kurzem i olejem maszynowym, środkami odkażającymi i przygnębieniem. Sula czuła, jak ściany napierają, martwe powietrze ciśnie swoim ciężarem. Nie mogła już tego znieść i otworzyła okno. Wraz ze świeżym powietrzem napłynął zapach cebuli smażonej na kamiennej płycie tuż pod oknem oraz odgłosy ulicy — muzyka, śmiechy i nawoływania — gęsto zaludnionej dzielnicy Nadbrzeże.

Spoglądając uważnie na uliczny tłum, Sula głęboko odetchnęła. Dostrzegła dwóch mundurowych z patrolu miejskiego — szare kurtki i białe stożkowate czapki. Nerwy jej zagrały, usta wykrzywiły się instynktownie. Na dalekim Spannan, gdzie się wychowywała, raczej nie wpajano szacunku dla stróżów prawa.

Rejony takie jak Nabrzeże policjanci patrolowali parami. Akurat ci dwaj to Terranie, ale Sula nie była pewna, czy to sprzyjająca okoliczność. Może jest im obojętne, od kogo otrzymują rozkazy, jeśli tylko ich osobista pozycja pozostaje niezagrożona? Już przedtem stosowali wobec obywateli arbitralne zasady — takie normy prawne uznawał obalony reżim — i może według nich otrzymywane obecnie rozkazy nie różnią się zbytnio od poprzednich.

Zachowanie tych dwóch nie budziło zaufania. Sula — choć cały czas nasłuchiwała spikera wideo — zauważyła, że jeden ze strażników pobiera haracz od ulicznego sprzedawcy loteryjnych losów, a drugi częstuje się podpiekanym ziołowym chlebkiem ze straganu.



2 из 610