Zimmerman pokiwał głową, jakby odpowiedź sprawiła mu satysfakcję.

— I powiadomiłeś ONZ, że jesteśmy teraz niepodległym państwem?

— ONZ i tyle mediów, ile zdołaliśmy złapać.

— A jednak żołnierze nie zawrócili? — Zdawało się, że każde kolejne słowo Zimmerman wypowiada z coraz wyraźniejszym obcym akcentem.

— Jeszcze nie.

— I ONZ nie zareagowała na twoją deklarację niepodległości?

— Jeszcze nie — powtórzył Doug.

— A więc — profesor wyprężył krótkie ręce — pozostaje nam tylko czekać, ja?

— I przygotować się.

Zimmerman wzniósł krzaczaste brwi.

— Na co? Albo zaakceptują naszą niepodległość, albo żołnierze wylądują na Księżycu i wszystko zamkną.

— Nie wpuszczę ich do Bazy Księżycowej — oznajmił Doug stanowczo.

Zimmerman parsknął.

— Jak zamierzasz ich powstrzymać? Może modlitwą, hę?

— Właśnie dlatego przyszedłem do pana, profesorze. Potrzebujemy pańskiej pomocy.

— Do czego? Chcesz, żeby nanomaszyny zrobiły ci magiczną różdżkę? A może wolisz promienie śmierci?

Doug był przyzwyczajony do sarkazmów starego profesora.

— Myślałam o czymś w rodzaju pomocy medycznej. Możemy potrzebować…

— Pomyślałam, że cię tu znajdę, Willi.

Kris Cardenas wyłoniła się z cieni. Od wielu lat lampy ultrafioletowe konserwowały jej naturalną opaleniznę. Zdaniem Douga wyglądała jak kalifornijska amatorka surfingu: barczysta, wysportowana, z roziskrzonymi niebieskimi oczyma. Miała krótkie ruda-wozłote włosy i była ubrana w swobodny, wygodny kombinezon w kolorze pastelowej żółcieni. Nie nosiła biżuterii, żadnych ozdób. Na podstawie jej bezpretensjonalnego wyglądu i swobodnego sposobu bycia nikt by nie zgadł, że jest uhonorowaną Noblem wybitną badaczką nanotech.

— Nasz obecny tutaj młody przyjaciel chce, żebym uczynił wszystkich odpornymi na kule — powiedział Zimmerman, ociężale przesuwając się na bok, żeby zrobić jej miejsce na sofie. Nawet na Księżycu poruszał się z gracją słonia.



22 из 422