
— Nie — sprzeciwił srę Doug. — Proszę tylko o…
— Myślisz może, że nanomaszyny, które w sobie nosisz, ochronią cię przed pistoletami maszynowymi? Dwa razy ocaliły ci życie, ale nie zrobią z ciebie supermana.
— Willi, może pozwolisz Dougowi dokończyć? — zaproponowała Cardenas z czarującym uśmiechem.
— Zaplecze medyczne — powiedział Doug szybko, żeby Zimmerman znów mu nie przeszkodził. — Jeśli będziemy odcięci od Ziemi dłużej niż parę miesięcy, zacznie brakować nam leków. Zastanawiałem się, czy nanomaszyny mogłyby zastąpić albo wzmocnić działanie niektórych używanych przez nas farmaceutyków.
— Niby jak? Wasze własne głupie przepisy zabraniają mi stosowania nanomaszyn wewnątrz Bazy Księżycowej, wyjąwszy moje laboratorium — burknął Zimmerman.
— Zasady bezpieczeństwa, tak, wiem — przyznał Doug.
— Nawet meble musiałem robić w laboratorium, a potem wołać ludzi, żeby raczyli schleppen je tutaj.
— Nie możemy ryzykować, że nanomaszyny rozprzestrzenia się po bazie.
— Bzdura — mruknął Zimmerman. — Przesądy.
— Jesteś gotów nagiąć zasady bezpieczeństwa, Doug? — zapytała Cardenas.
— Musimy, przynajmniej trochę.
— I potrzebujesz pomocy przy uzupełnianiu zapasu leków, prawda?
— Prawda.
— Może chodzi o aspirynę? — burknął Zimmerman podejrzliwie.
— O coś więcej.
— A konkretnie?
— Konkretnie nie wiem. Musi pan porozmawiać z personelem medycznym.
— Muszę? To rozkaz? Jesteś teraz marszałkiem polowym, a ja twoim podkomendnym?
— Otóż to — powiedziała Cardenas ze słodkim uśmiechem.
— Takie są wymogi obecnej sytuacji, Willi, i musimy zrobić wszystko, żeby się dostosować.
Zimmerman wymamrotał coś po niemiecku.
