
Doug uśmiechnął się wymownie.
— Nasze transmisje są odbieranie przez Savannah, Tarawę, nawet Nowy Jork.
Takai zerknął na niego koso.
— Chcesz powiedzieć, że moi zwierzchnicy w Tokio postanowili z wami nie rozmawiać? — Głos miał cichy, ale pełen emocji.
— Chciałbym wiedzieć, na czym stoję — rzekł Doug spokojnie. — I na czym ty stoisz.
— Na środku najpiękniejszego krateru Księżyca!
Doug zaśmiał się z żartu. Choć nigdy nie spotkali się osobiście, znał Takai już trzy lata, od kiedy młody inżynier został dyrektorem bazy księżycowej Yamagaty.
Gdy ich wirtualne wizerunki spacerowały po powierzchni bez wzbijania obłoków pyłu, obaj siedzieli bezpiecznie w swoich biurach, głęboko pod powierzchnią. A jednak Doug mógł wyciągnąć rękę i poklepać Japończyka po ramieniu.
— Toshi, muszę znać zamiary Yamagaty. To dla nas ważne. Dla nas obu.
— Wiem.
Nippon Jeden była drugą czynną bazą na Księżycu. Celem jej istnienia, poza prowadzeniem badań naukowych, było wydobywanie helionu z regolitu i wysyłanie go do elektrowni termojądrowych powstających w Japonii, Chinach i innych krajach leżących nad Oceanem Spokojnym. Europa i Ameryka Północna wzbraniały się przed korzystaniem z energii termojądrowej — tam ruchy antynuklearne nie tylko trwały, ale były stale podsycane przez nano-luddystów.
Euro-rosyjskie konsorcjum zamknęło swój ośrodek w Grimal-di, kiedy wszedł w życie traktat nanotech. Załogi dokonujące napraw i konserwacji automatycznych instrumentów naukowych regularnie odwiedzały bazę, ale nawet one korzystały z LPT Master-sona lub Yamagaty.
— Zamierzacie zamknąć Nippon Jeden? — zapytał Doug, trochę przestraszony swoją bezpośredniością w rozmowie z japońskim przyjacielem.
— Nie mam takich instrukcji.
