
Tuż przy brzegu woda zaczęła bąbelkować. Nie było tam wcale głęboko — Akwili woda sięgałaby do kolan, ale nagle wydało się, że jest ciemniejsza, bardziej zielona i… no, dużo głębsza…
Dziewczynka cofnęła się o kilka kroków tuż przed tym, jak długie chude ramiona wyprysnęły z wody i machając rozpaczliwie, dotarły do brzegu. Przez chwilę widziała chudą twarz z długimi ostrymi zębami, wielkie okrągłe oczy i strąki zielonych włosów przypominających wodorosty, po czym stworzenie zapadło się w głębinę.
Zanim jeszcze woda się nad nim zamknęła, Akwila już biegła brzegiem w stronę małej plaży, gdzie Bywart robił żabie babki. Złapała dzieciaka, w chwili gdy strumień baniek pojawił się na zakręcie. Woda jeszcze raz się spieniła, zielonowłosy potwór wyskoczył w górę, długie ramiona zarył w muł. Potem wrzasnął i znowu zapadł się pod wodę.
— Siusiu! — krzyczał chłopiec.
Akwila nie zwracała na niego najmniejszej uwagi. Zadumana przyglądała się rzece.
Wcale się nie boję, pomyślała. Jakie to dziwne. Powinnam być przerażona, a jestem tylko rozgniewana. Mogłabym czuć lęk jak czerwoną z gorąca kulę, ale gniew jej nie przepuszcza.
— Siusiu, siusiu! — skrzeczał Bywart.
— No to idź — bezmyślnie odpowiedziała Akwila.
Na wodzie wciąż widać było zmarszczki.
Mówienie o tym komukolwiek nie miało sensu. Usłyszałaby tylko: „Ależ to dziecko ma wyobraźnię” — gdyby dorośli byli akurat w dobrym humorze, a w przeciwnym razie: „Nie zmyślaj”.
Wciąż wypełniał ją gniew. Jak w ogóle ten potwór śmiał pokazać się w rzece?
Szczególnie taki… taki… śmieszny! Myślał sobie, że niby kim ona jest!
* * *
Oto Akwila wraca do domu. Zacznijmy od butów. Są duże i ciężkie, wiele razy reperowane przez jej ojca, przechodziły z jednej siostry na kolejną, zanim wreszcie dostały się jej. Musi wkładać kilka par skarpet, żeby z niej nie spadły. Są naprawdę duże. Czasami Akwila czuje się tak, jakby była tylko czymś, co wypełnia jej buty.
