
Idirianie podchodzili do sprawy zupełnie inaczej. Według nich, nazwa statku powinna odzwierciedlać sens jego istnienia oraz być adekwatna do rodzaju pełnionej przez niego służby. W skład ogromnej idiriańskiej floty wchodziły liczne jednostki, których nazwy upamiętniały tych samych bohaterów, te same planety, te same bitwy i koncepcje religijne, uzupełnione identycznymi pompatycznymi określeniami. Lekki krążownik, na którym obecnie znajdował się Horza, był sto trzydziestą siódmą jednostką o nazwie „Ręka Boga”, w związku z czym jego pełna nazwa brzmiała „Ręka Boga 137”. Horza nie mógł się osuszyć w strumieniu ciepłego powietrza. Jak wszystkie elementy wyposażenia, również kabina prysznicowa została zbudowana na monumentalną skalę; kiedy włączył nawiew, huraganowy podmuch omal nie wyrzucił go na korytarz. Querl Xoralundra, tajny ojciec i kapłan-wojownik sekty Czterech Dusz, złączył ręce na blacie stołu. Z punktu widzenia Horzy przypominało to kolizję dwóch płyt kontynentalnych.
— A więc, Bora Horza, odzyskałeś już siły — zadudnił wiekowy Idirianin.
— Mniej więcej — odparł Horza i odruchowo potarł nadgarstki. Siedział w kabinie Xoralundry na pokładzie „Ręki Boga 137”, odziany w nieco za obszerny, ale dość wygodny skafander, który najwyraźniej przywieziono specjalnie dla niego. Xoralundra, również w skafandrze, polecił mu go włożyć, ponieważ wciąż jeszcze znajdowali się na niezbyt wysokiej orbicie nad Sorpenem.
