Wywiad Marynarki Wojennej stwierdził obecność w układzie słonecznym Wszechstronnej Jednostki Kontaktowej klasy „góra”; „Ręka Boga” działała w pojedynkę, musieli więc zachować ostrożność, tym bardziej że czujniki krążownika nie wykryły jeszcze okrętu Kultury. Xoralundra pochylił się nad stołem. Potężna głowa w kształcie siodła, jeśli patrzeć na nią z przodu, o dwojgu dużych, nieruchomych oczach osadzonych blisko krawędzi czaszki, zawisła nad Metamorfem.

— Miałeś szczęście, Horza. Uratowaliśmy cię, ale nie myśl, że zrobiło nam się ciebie żal. Porażka jest słuszną karą dla tego, kto nie potrafi zwyciężać.

— Dzięki, Xora. To najmilsze słowa, jakie dzisiaj usłyszałem. Horza oparł głowę na poduszce fotela i przesunął starczą ręką po płowych włosach. Kamuflaż powinien zniknąć za kilka dni, ale już teraz czuł, jak powoli odzyskuje zwykły wygląd. W umyśle każdego Metamorfa, w najgłębszych pokładach podświadomości, znajdował się wzór, do którego dostosowywało się ciało po każdej przemianie. Horza nie musiał już wyglądać jak gerontokrata, w związku z czym usunął ze świadomości niepotrzebny wzorzec, jego organizm zaś natychmiast zaczął się przekształcać, wracając do stanu neutralnego. Xoralundra powoli pokręcił masywną głową. Horza wciąż nie miał pojęcia, co oznacza ten gest, choć wielokrotnie współpracował z Idirianami, a samego Xoralundrę znał jeszcze sprzed wojny.

— Tak czy inaczej, żyjesz — stwierdził Idirianin. Horza skinął głową i zabębnił palcami w blat. Siedząc w ogromnym fotelu, czuł się trochę jak dziecko, ponieważ nie sięgał stopami podłogi.

— Udało się. Co prawda w ostatniej chwili, ale jednak. Jestem ci bardzo zobowiązany, chociaż przykro mi, że musiałeś fatygować się taki szmat drogi, żeby uratować nieudacznika.

— Rozkaz to rozkaz. Osobiście cieszę się, że to zrobiliśmy. Teraz wyjaśnię ci dlaczego.



14 из 490