— Wyruszysz w kierunku floty natychmiast, jak tylko agentka Kultury znajdzie się na pokładzie, nie czekając na platformy. Czy to jasne, kapitanie? — Spojrzenia Idirianina i człowieka spotkały się na chwilę. — Czy to jasne? — powtórzył pytanie Xoralundra. — Tak, querlu — odpowiedział wreszcie lodowatym tonem dowódca krążownika.

— Dobrze. Proszę samodzielnie wybrać najbezpieczniejszą trasę. Tuż przed odlotem, zgodnie z rozkazem Admiralicji, zniszczy pan ładunkami termonuklearnymi następujące miasta: De’aychanbie, Vinch, Easna-Yowon, Izilere oraz Ylbar.

— Tak jest, que…

Xoralundra pstryknął przełącznikiem.

— Złapaliście Balvedę? — zdumiał się Horza.

— Owszem, pojmaliśmy agentkę Kultury. Osobiście uważam, że ani ten fakt, ani jej eliminacja nie mają większego znaczenia. Jednak Admiralicja zgodziła się na naszą ryzykowną misję tylko pod warunkiem, że spróbujemy ją schwytać.

— Hm… A co z jej pociskiem nożowym? Założę się, że zdołał wam się wymknąć.

— Dokonał samozniszczenia w chwili, kiedy wprowadzaliśmy go na pokład promu. — Xoralundra machnął ręką; podmuch powietrza, który zaraz potem dotarł do Horzy, przyniósł ze sobą wyraźną woń charakterystyczną dla Idirian. — Wystarczy. Muszę ci wyjaśnić, dlaczego zdecydowaliśmy się narazić na niebezpieczeństwo lekki krążownik, żeby pospieszyć ci z pomocą.

— Zamieniam się w słuch.

— Cztery dni standardowe temu grupa naszych okrętów przechwyciła samotną jednostkę Kultury o konwencjonalnym wyglądzie zewnętrznym, za to, jeśli wierzyć naszym skanerom, dość niezwykłej strukturze wewnętrznej. Okręt niemal natychmiast dokonał samozniszczenia, ale jego Umysł zdołał uciec. W pobliżu znajdował się układ planetarny.



16 из 490