Horza wzruszył ramionami.

— Tak więc chcecie zawieźć mnie na Schar, żebym odzyskał dla was Umysł?

— Jeśli to możliwe. Być może, doznał poważnych uszkodzeń, być może, dokona samozniszczenia, ale stawka jest na tyle cenna, że warto podjąć ryzyko. Naturalnie dostaniesz wszystko, czego będziesz potrzebował, lecz nie ukrywam, że najważniejsza jest sama twoja obecność.

— Co z innymi? Co z Metamorfami, którzy pełnią tam służbę nadzorczą?

— Nie dali znaku życia. Przypuszczalnie o niczym nie wiedzą. Za kilka dni powinni przekazać rutynowy meldunek, ale ze względu na zakłócenia łączności spowodowane wojną nie można wykluczyć, że nie zdołają wysłać sygnału.

— A co… — Horza zawiesił głos i przez kilka sekund z udawanym zainteresowaniem przyglądał się liniom, które kreślił palcem na stole. — A co wiecie o załodze bazy?

— Dwaj najstarsi członkowie zostali zastąpieni przez młodszych, natomiast obaj młodzi strażnicy awansowali i pozostali na miejscu.

— Chyba nie grozi im żadne niebezpieczeństwo?

— Wręcz przeciwnie. W obecnej sytuacji Planeta Umarłych, ukryta za Barierą Milczenia Dra’Azon, jest jednym z najbezpieczniejszych miejsc, jakie można sobie wyobrazić. Ani my, ani Kultura nie odważymy się urazić Dra’Azon. Właśnie dlatego oni nie są w stanie nic zrobić, a my możemy się posłużyć wyłącznie tobą. Horza także pochylił się nieco do przodu.

— Zakładając, że jakimś cudem udałoby mi się dostarczyć wam ten metafizyczny komputer…

— Sądząc po brzmieniu twojego głosu, zapewne zamierzasz poruszyć kwestię wynagrodzenia — przerwał mu Xoralundra.

— Istotnie. Już wystarczająco długo nadstawiam za was karku. Mam dość. Tam, w bazie na Scharze, jest bliska mi osoba. Jeśli się zgodzi, chcę ją stamtąd zabrać i wycofać się z wojny. To będzie moja zapłata.

— Nie mogę niczego obiecać, ale przekażę twoją prośbę. Bądź pewien, że przy jej rozpatrywaniu zostanie uwzględniona twoja długa i wierna służba.



18 из 490