
— Skąd mam wiedzieć, że będzie ograniczona? — zapytał podejrzliwie Horza.
— Pomimo stosunkowo niewielkich rozmiarów, Umysł waży kilkaset ton. Eksplozja ładunku antymaterii, który zniszczyłby obiekt o tak znacznej masie, rozerwałaby także planetę, a to z pewnością nie spodobałoby się Dra’Azon. Żaden Umysł Kultury nie odważy się podjąć takiego ryzyka.
— Twoja pewność siebie wręcz mnie onieśmiela — stwierdził Horza z kwaśną miną.
W tej samej chwili natężenie i wysokość dźwięków stanowiących tło dla rozmowy uległo wyraźnej zmianie. Xoralundra przysunął hełm, zerknął na jeden z miniaturowych wewnętrznych ekranów i skinął głową.
— W porządku. Wyruszyliśmy. — Przeniósł wzrok z powrotem na Metamorfa. — Muszę powiedzieć ci o czymś jeszcze. Eskadra naszych okrętów, która zniszczyła jednostkę Kultury, podjęła próbę dotarcia na Schar.
Horza zmarszczył brwi.
— Oszaleli?
— Wręcz przeciwnie. Działali nadzwyczaj roztropnie. Wykorzystali jedno z chuy-hirtsi, których całe stado schwytali nieco wcześniej i chwilowo zdeaktywowali, żeby w przyszłości wykorzystać do zaskakującego ataku na jakąś bazę Kultury. Rzucili je na barierę, ale chociaż trajektoria lotu omijała planetę, podstęp się nie udał. Chuy-hirtsi zostało poważnie uszkodzone, a kiedy wyszło z nadprzestrzeni, wpadło w górne warstwy atmosfery i spłonęło.
— Tak, to rzeczywiście był interesujący pomysł, ale i tak z góry skazany na niepowodzenie. Przy Dra’Azon nawet ten cudowny Umysł, na którym tak ci zależy, wygląda jak zabawka dla dzieci. Trzeba czegoś więcej, żeby ich oszukać.
