
Przerwał w nadziei, że usłyszy odpowiedź, ale kobieta w milczeniu nadal kręciła pochyloną głową. Roześmiał się gorzko.
— Wiesz co, Balvedo? Jak na przedstawicielkę tak wrażliwego gatunku wykazujesz niekiedy zdumiewająco ograniczoną zdolność rozumienia uczuć innych istot.
— Zrozum uczucia idioty, a sam staniesz się idiotą — mruknęła, wciąż nie patrząc na niego.
Horza ponownie zaśmiał się i wstał z podłogi.
— Skąd ta gorycz, Balvedo?
Dopiero teraz podniosła na niego wzrok.
— Mówię ci, Horza — powiedziała cicho, ale wyraźnie. — Zwyciężymy.
Tym razem on pokręcił głową.
— Wątpię. Nie wiecie jak.
— Ale możemy się nauczyć.
— Od kogo?
— Od każdego, kto zechce udzielić nam lekcji. Poświęcamy wiele czasu na analizowanie postępowania wojowników i fanatyków religijnych, tyranów i dyktatorów… Wszystkich, którzy byli albo są gotowi zwyciężać za wszelką cenę. Zapewniam cię, nie brakuje nam nauczycieli.
— Jeśli chcecie wiedzieć, jak się zwycięża, zapytajcie Idirian. Balveda długo przyglądała mu się z poważną, chyba nawet smutną miną, a następnie powoli skinęła głową.
— Rzeczywiście, niektórzy twierdzą, że takie postępowanie bywa niebezpieczne, bo łatwo można upodobnić się do przeciwnika. — Wzruszyła ramionami. — Cóż, pozostaje nam wierzyć, że z nami tak się nie stanie. Jeżeli ewolucja, której jesteś gorącym wyznawcą, naprawdę jest aż tak skuteczna, będzie działać na naszą korzyść, nie Idirian. Jeśli nie, wówczas trzeba o niej jak najprędzej zapomnieć.
— Sprawiasz mi zawód, Balvedo — powiedział z kpiącym uśmieszkiem na ustach. — Ja kocham walkę, a tymczasem ty pozbawiasz mnie przyjemności, przyjmując mój punkt widzenia.
Westchnęła głośno.
