Mimo to Sekcja Specjalna rzeczywiście starała się myśleć o wszystkim, jej Umysły zaś były nawet jeszcze bardziej cyniczne, amoralne i podstępne niż pracujące dla pozostałych wydziałów Służby Kontaktu: maszyny pozbawione złudzeń, chlubiące się tym, że potrafią przewidzieć nieprzewidywalne. Nic więc dziwnego, że stała się pariasem, chłopcem do bicia i wrzodem na zbiorowym sumieniu Kultury. Nikogo to już nie dziwiło, lecz Horza podejrzewał, iż osoby takie jak Balveda nadal nie potrafią się z tym pogodzić. Ludzie Kultury pragnęli, żeby wszyscy ich lubili, a już szczególnie współobywatele; Perosteck Balveda musiała wykonywać niebezpieczne i odpowiedzialne zadanie ze świadomością, że prędzej może liczyć na zrozumienie ze strony wrogów niż przyjaciół. — Zresztą nieważne — powiedział, po czym wyprostował obolałe plecy i przesunął dłonią po rzadkich płowych włosach. — Prędzej czy później okaże się, kto miał rację.

Balveda parsknęła złowieszczym śmiechem.

— Święte słowa, Horza.

— Mimo wszystko dziękuję ci.

— Za co?

— Podbudowałaś moje morale.

— Och, idź już sobie… — westchnęła.

Miał ochotę zmierzwić jej krótkie ciemne włosy, uszczypnąć w policzek, ale nie uczynił tego, ponieważ wiedział, że w ten sposób jeszcze bardziej by ją pognębił. Zbyt dobrze znał gorycz porażki, żeby pogarszać i tak już wystarczająco nieprzyjemną sytuację godnemu, walczącemu z otwartą przyłbicą przeciwnikowi. Bez słowa wyszedł z celi.

— Ach, Bora Horza! — powitał go grzmiący głos Xoralundry. Querl wyłonił się z mgiełki wypełniającej korytarz. Wartownik pełniący straż przy drzwiach celi wyprężył się na baczność i zdmuchnął jakiś niewidoczny pyłek z lufy karabinu. — Jak się miewa nasz gość?

— Nie najlepiej. Przed chwilą odbyliśmy krótki pojedynek na argumenty i chyba wygrałem na punkty — powiedział Horza z uśmiechem. Xoralundra zatrzymał się i spojrzał na niego z góry.



28 из 490