
— Hm. Jeśli nie chcesz rozkoszować się swoim zwycięstwem w próżni, proponuję, żebyś następnym razem zabrał ze sobą… Horza nie dowiedział się, co powinien zabrać, ponieważ na okręcie ogłoszono alarm bojowy. Sygnał, bardzo podobny do zwielokrotnionego huku eksplozji, jest w istocie wzmocnionym i elektronicznie przetworzonym odgłosem łomotania w klatkę piersiową grubego płata skórnego, będącego szczątkowym trzecim ramieniem; w ten sposób przed setkami tysięcy lat Idirianie ostrzegali się nawzajem przed niebezpieczeństwem.
Horza zakrył uszy rękami, ale niewiele mu to dało, ponieważ fale uderzeniowe przenikały przez jego ciało, atakowały nie osłoniętą hełmem czaszkę, wprawiały w drżenie organy wewnętrzne. Nagle poczuł, że jakaś potworna siła odrywa go od podłogi i przygniata do grodzi. Dopiero wtedy uświadomił sobie, że ma zamknięte oczy. Przez chwilę czuł się tak, jakby nadal przebywał w cuchnącej celi, a jego ocalenie, ucieczka z Sorpenu, pobyt na krążowniku Idirian oraz rozmowa z Balvedą były tylko nadzwyczaj realistycznym snem przerwanym teraz przez śmierć. Otworzywszy oczy, ujrzał przed sobą keratynową twarz Xoralundry; querl trzymał go za skafander na piersi i potrząsał gwałtownie. Zaraz potem potworny łomot nieco przycichł, dzięki czemu do obolałych uszu człowieka dotarł dobiegający jak przez grubą warstwę waty, wściekły ryk Idirianina:
— Hełm!!!
— O cholera! — jęknął Horza.
Idirianin zwolnił uchwyt, odwrócił się błyskawicznie i złapał przebiegającego medjela.
— Słuchaj! — ryknął. — Jestem querlem tej floty, rozumiesz? Natychmiast popędzisz do mojej kabiny i przyniesiesz mały hełm, który leży na pulpicie na prawo od wejścia. Zrobisz to jak najprędzej. Ten rozkaz wykasowuje wszystkie poprzednie, ale sam nie może zostać anulowany. Ruszaj!
Cisnął medjela we właściwym kierunku. Jaszczur przebierał czterema tylnymi nogami, jeszcze zanim zetknęły się z podłogą. Xoralundra dociągnął zaciski swojego hełmu, podniósł wizjer i odwrócił się do Horzy, jakby zamierzał coś powiedzieć, ale w tej samej chwili z interkomu skafandra padło kilka zgrzytliwych słów. Querl wysłuchał ich w milczeniu, po czym mruknął tak cicho, jakby zwracał się raczej do siebie niż do Metamorfa:
