— Ja też spróbuję uciec — dokończył Xoralundra. — Bóg z tobą, człowieku. — Opuścił mu wizjer i wepchnął Horze do śluzy. Wewnętrzne drzwi zatrzasnęły się z hukiem. Kolejne szarpnięcie rzuciło Horze na przeciwległą ścianę. Rozpaczliwie szukał generatora hiperprzestrzeni, dostrzegł go, przyczepionego do grodzi, po krótkiej szarpaninie zdjął z uchwytów i umocował do pleców skafandra.

— Gotów? — zapytał głos tuż przy jego uchu.

Niemal podskoczył ze zdziwienia.

— Tak, tak! Szybko!

Śluza nie tyle otworzyła się, ile raczej wypluła go w przestrzeń wraz z miniaturową galaktyką lodowych kryształków. Natychmiast zaczął się rozglądać w poszukiwaniu okrętu Kultury, szybko jednak uświadomił sobie, że zachowuje się jak głupiec. Nieprzyjacielską jednostkę dzieliło od krążownika co najmniej kilka miliardów kilometrów. Na taką właśnie, nieludzką skalę toczyły się współczesne konflikty. Można było niszczyć i zabijać z niewyobrażalnych odległości, wygodnie siedząc w fotelu zamieniać w nowe gwiazdy odległe nawet o kilka lat świetlnych, jednym skinieniem palca unicestwiać całe planety… a przy okazji nie mieć najmniejszego pojęcia, o co właściwie chodzi w tej wojnie.

Ostatni raz pomyślał o Balvedzie, po czym na oślep sięgnął do panelu sterowniczego generatora, nacisnął właściwy guzik i zza zmrużonych powiek obserwował, jak gwiazdy zamieniają się w rozmazane, niewyraźne smugi. Zaraz potem zaczął manipulować przy umieszczonym na przedramieniu skafandra mikropulpicie łączności, w nadziei że przechwyci jakieś sygnały z „Ręki Boga 137”, ale odbierał tylko biały szum. Po pewnym czasie usłyszał mechaniczny głos skafandra:

— Generator/hiperprzestrzeń/energia/połowa.



31 из 490