
— Funkcje podstawowe/zero/inge… ren… cja… — wymamrotał skafander gasnącym głosem, ale Horza już go nie słyszał, stracił przytomność.
Leżał na czymś twardym. Bolała go głowa. Nie miał pojęcia, gdzie jest ani co tutaj robi. Wiedział tylko, jak się nazywa: Bora Horza Gobuchul, Metamorf z asteroidy Heibohre, ostatnio wynajęty przez Idirian toczących świętą wojnę z Kulturą. Ale jaki to może mieć związek z bólem rozsadzającym mu czaszkę i twardym zimnym metalem pod policzkiem?
Nieźle oberwał. Chociaż wciąż jeszcze nic nie widział ani nie słyszał, zdawał sobie sprawę, że wydarzyło się coś poważnego, może nawet tragicznego w skutkach. Ale co? Wytężył pamięć. Gdzie był ostatnio? Co się z nim działo?
Nagle przypomniał sobie i serce omal nie wyskoczyło mu z piersi. „Ręka Boga 137”! Musi uciekać! Gdzie jego hełm? Dlaczego Xoralundra zostawił go na pastwę losu? Gdzie podział się ten durny medjel, który pobiegł po hełm? Na pomoc!
Nie był w stanie wykonać najmniejszego ruchu.
To nie „Ręka Boga 137” ani żaden inny okręt Idirian, pomyślał. Twardy i zimny pokład, zapach też nie taki… Do jego uszu zaczęły docierać głosy, wciąż jednak nic nie widział. Nie miał pojęcia, czy leży z otwartymi oczami, ale jest ślepy, czy tylko nie może poruszyć powiekami. Spróbował podnieść ręce do twarzy, żeby się o tym przekonać, lecz mięśnie odmówiły mu posłuszeństwa.
