
„Ocean syluryjski. Kontynent pojedynczy, pustynny, płaski, w kilku zaledwie miejscach wznoszący się nie więcej niż sto pięćdziesiąt metrów nad poziom morza. Kamieniste podłoże nadtopione uderzeniem fali termicznej o bardzo wysokiej temperaturze. Siadów działalności wulkanicznej nie stwierdzono; w podłożu i w wodzie brak radioaktywności. Wiercenia w różnych częściach kontynentu wykazały podobieństwo tutejszych minerałów i rud do występujących na Ziemi. Wykryto związki krzemowe, siarkowe, sole kwasowęglowe, są ślady obecności rud żelaza i kolorowych, jednakże w mniejszej różnorodności niż na Ziemi”.
„Miraże widoczne są zazwyczaj o wschodzie i zachodzie czterech pozornych różnie zabarwionych słońc planety. Obserwuje się je niezbyt często i nieregularnie, wyłącznie przy jakichś, do tej pory przez nas wyjaśnionych, przekształceniach tutejszej atmosfery. Zazwyczaj są to warianty tych samych obrazów: budowle o dziwnej architekturze, ruchome drogi, spiralopodobne konstrukcje rurowe zbliżone do gigantycznych synchrofazotronów, linie automatyczne przypominające modele fabryk, i ludzie, którzy zazwyczaj nigdzie się nie spieszą, niczym się nie zajmują, czasami są całkiem nadzy. Obrazy są zamglone, widmowe i przezroczyste, czasem zniekształcone jak odbicie w wodzie. Przy próbie zbliżenia miraże odsuwają się, a jeśli mimo wszystko uda się do nich podjechać znikają, rozpływają się w zielonkawej, pyłopodobnej mgławicy”.
„Życie u nas toczy się jak na każdej pozaziemskiej stacji kosmicznej. Syntetyczna żywność, gimnastyka, sen, praca, krótki odpoczynek – piwo, szachy albo filmoksiążki. Czasami bezpłodne wycieczki na brzeg i w głąb oceanu, czasami obserwacje astronomiczne, również bezpłodne, i przede wszystkim polowanie na miraże o wschodzie i zachodzie każdego kolorowego słońca. Wydaje się, że jest jakaś prawidłowość w zabarwieniu miraży”.
