
Ekspedycja miała wylądować na planecie, jak najszybciej zmontować stację badawczą i przesłać krótką informację, czy na planecie istnieją jakieś formy życia. Hedona została odkryta zupełnie niedawno, zaledwie dwa lata przed opisywanymi wydarzeniami. Kosmonautów, którzy przypadkowo na niej wylądowali i wykryli tlen w atmosferze, zaciekawiła nie tyle sama planeta, co otaczające ją pięć słońc o przedziwnych barwach. Na planecie natomiast, mimo że skład atmosfery był prawie identyczny z ziemskim, nie odnaleziono najmniejszych oznak życia – ani fauny, ani flory. Martwa pustynia. Bardzo trafne określenie: „martwa” – nawet nie piasek, lecz kamień, jakby nadtopiony, zeszkliwiony od żaru, ale nie słonecznego. Nie, słońce było zupełnie znośne, nie gorętsze niż na Ziemi w strefie równikowej. Wyglądało to tak, jakby fala termiczna jakiejś kosmicznej eksplozji przewaliła się z gigantyczną siłą przez cały obszar otoczonego oceanem kontynentu. Ocean też nie odznaczał się bogactwem form życia: flora i fauna wczesnego paleozoiku, wodorosty i trylobity, początek ewolucji, która na Ziemi trwała przez miliony lat, zanim życie nie wyszło z oceanu na ląd. „Nie wykryliśmy oznak życia” – przekazał lakonicznie na Ziemię promień lasera. Kilka godzin później nadeszła następna informacja, obszerniejsza i niepokojąca: „O zachodzie, kiedy zaczęliśmy przygotowywać rakietę do startu, odkryliśmy nie wyjaśnione chwilowo zjawisko – błądzące miraże: budynki nieznanej konstrukcji, oazy i drogi, widmowi ludzie, ubrani i nadzy. Być może jest to miraż historyczny – przeszłość, odbita w teraźniejszości, być może są to ślady życia, którego na razie nie zauważyliśmy. Co robić?”
Ziemia nakazała powrót. Na planetę, nazwaną ironicznie Hedona, wysłano załogę przyszłej stacji kosmicznej do badań specjalnych, ale ta nie dotarła do celu. Następna ekspedycja cel osiągnęła, zmontowała i wyposażyła stację „Hedona 2” i od czasu do czasu posyłała na Ziemię krótkie informacje.