
Na tym wiadomości się urwały. Próba nawiązania wideołączności bez udziału nadawczo-odbiorczej aparatury stacji kosmicznej nie przyniosła rezultatu: wyładowania atmosferyczne zniekształcały obraz. Wydawało się, że cała przestrzeń w tym rejonie nasycona jest elektrycznością.
Z komunikatami „Hedony 2” Kapitan zapoznał się w archiwum Służby Kontaktów. W instrukcji były one tylko streszczone. Instrukcja nie przytaczała również rozmowy, którą Kapitan przeprowadził z dyrektorem Służby:
– Wyślesz ekspedycję?
– Oczywiście.
– Uwzględnij kandydaturę ziomka. Leningradczyk nie zawiedzie.
– Uważasz, że tamci zawiedli?
– Oczywiście, że nie. Po prostu mieli pecha. W pierwszym starciu z Nieznanym stracili trzech ludzi.
– Sądzisz, że wy będziecie mieli więcej szczęścia?
– Postaramy się wykorzystać doświadczenie poprzedników. Coś niecoś już wiemy. A poza tym moja załoga jest obecnie wolna.
– Co ona sobą przedstawia?
– Sam Bibl wart jest tyle, co dziesięciu specjalistów.
– Nie macie geologa.
– Zagadki planety nie będą rozwiązywać geolodzy, lecz psycholodzy. I specjaliści do spraw kontaktu.
– Myślisz, że się przydadzą?
– Jestem pewien.
Teraz musiał swoje przekonanie wesprzeć dowodami. Kazał załodze przerwać gadaninę o Hedonie. Należy wziąć się w garść, nie dekoncentrować się. Któż wie, co ich oczekuje w trakcie najbliższego kwadransa? Kogo znajdą na stacji – żywych czy martwych?
