
Jeżeli szmatę do podłogi zanurzymy w wiadrze pełnym wody i wyciągniemy bez wyżymania, to pocieknie woda. Strumieniami. Tak właśnie lało się z czarodzieja: jak ze szmaty do podłogi. W wąskim przejściu na podłodze, w boksie, na twardej i zimnej wyślizganej ławce – wszędzie ściekająca brudna woda. Para pod sufit. Gorąca para z psiego pyska. I zimna para ludzkiego oddechu. I obfita para z przemoczonej odzieży. W jednej chwili wszystkie okienka w budzie zaszły mgłą, a żarówka tląca się pod sufitem straciła swój kształt, stała się żółtą, zamazaną plamą.
Do tej pory, do chwili aresztowania, woda spływała z niego, lecz równocześnie jego ubranie wciąż mokło, wsączając w siebie kolejne kilogramy wody. Teraz woda już tylko spływała na podłogę, już nie lała się jak z cebra na głowę i ramiona. Zimna para otuliła go jak całun. Powoli zaczął się rozgrzewać. Chociaż rozgrzewać to nieodpowiednie słowo. Na zewnątrz skostniał do szpiku kości, a teraz przechodził ze stanu przemarznięcia aż do utraty czucia, w bardziej bezpieczny, ale dużo bardziej-dokuczliwy, stan przemarznięcia odczuwanego. Zaczął czuć swoją przemoczoną, godną pożałowania fizyczność. Skurcz szczęki nagle ustąpił, i równie nagle powróciło szczękanie zębami.
Blaszane ściany pojedynczego boksu pokryły się kroplami wody. Tak samo siedzisko. Ławka jest obita blachą, podobnie jak ściany, podłoga i sufit. Blacha wypolerowana tysiącem aresztanckich zadków. Ławka wąska i niska: kiedy masz kolana pod brodą, nogi drętwieją ci w jednej chwili.
Nie zwracał uwagi na te drobne niedogodności. Zbyt długo maszerował, był za bardzo zmęczony. Aresztowanie przyjął jak dawno oczekiwany wypoczynek. Marzył o tym, by gdzieś przycupnąć i trochę odsapnąć. Od dawna męczyło go pragnienie, tęsknił za suchą koszulą i parą świeżych skarpet, pragnął gorącej wody, mydła i brzytwy. Głód ściskał mu trzewia. A nade wszystko chciało mu się spać.
Starał się nie poddawać zmęczeniu, nie dopuszczać go do świadomości. I nagle sen runął nań jak wyziębiony, kosmaty, zraniony w bok, wytapiany w sybirskim bagnie mamut – i zwalił go na żelazną ławkę.
