
– Szkoda – stwierdził Gondagil. – Bo to przecież taka miła dziewczynka.
– Oczywiście.
– Ciekawe, jakie ma zdanie, jeśli chodzi o olbrzymie jelenie?
– Po części właśnie z tego powodu została wybrana do udziału w ekspedycji, no i jeszcze dlatego, że zna Ciemność.
Ram usiłował stwierdzić, którym wentylem najłatwiej będzie im przelecieć, a Gondagil w rym czasie obserwował go ukradkiem. Patrzył na dumnie wzniesioną głowę Lemura, kruczoczarne włosy, szczególny profil, niezwykle szlachetny, choć trudno byłoby go nazwać w pełni ludzkim, na całkiem czarne wielkie oczy w kształcie migdałów. Wiedział, że Siska sceptycznie odnosi się również do Lemurów, nazywa ich dość niezasłużenie rasą bastardów, a przecież trudno o szlachetniejszy lud.
Gondagil rzekł powoli:
– Chciałbym, abyś wiedział, Ramie, że Miranda, Gabriel i ja z radością przyjmiemy cię do rodziny. Bardzo chciałbym mieć cię za szwagra.
– Dziękuję – odparł Ram, surowością tonu maskując radość. – Ale sprawy nie wyglądają najlepiej. Nie pojmuję tej niechęci Talornina do Indry.
– Wydaje mi się, że Marco ma jakieś rozwiązanie – ostrożnie powiedział Gondagil. – Napomknął coś o tym…
Ram pytająco zerknął na niego z ukosa, prędko jednak musiał się skupić na kierowaniu pojazdem. Nie miał czasu na dalszą rozmowę, nadszedł oto bowiem najważniejszy moment.
Skulili się we wnętrzu i Ram najwolniej, jak potrafił, przeprowadził gondolę przez ciasny otwór.
Udało mu się dokonać tej sztuki bez najmniejszego nawet zadrapania i zaraz światło zaczęło znikać im sprzed oczu. Znaleźli się poza murem.
Owionęło ich chłodne powietrze.
– Zapomniałem już, że tak tutaj ciemno – szepnął Gondagil. Sam nie wiedział, dlaczego zniża głos.
