Wiedziałam przecież, ze w tej pierwszej gonitwie do głowy, że widzę Derczyka, gdyby nie jego wyjątkowa aparycja. Był mianowicie nieziemsko rudy i przeraźliwie piegowaty, przy czym rudość była tak jaskrawa, że oczy bolały patrzeć. W słońcu jego pokryta obfitymi loczkami głowa lśniła niczym latarnia i dostatecznie często oglądałam ten widok, żeby go dokładnie zapamiętać. Twarz dojrzałam niewyraźnie i nie przyglądałam się jej ze zbyt wielką uwagą, zawierała w sobie bowiem elementy sprzeczne z poczuciem estetyki, połyskujące czerwono uwłosienie wystarczyło mi najzupełniej. Tylko całkowita niewiara w to co widzę sprawiła, że nie krzyknęłam, nie zemdlałam i nie runęłam przed siebie na oślep poprzez zielska, bagienko i pokrzywy. Obeszłam zagajnik dookoła i pośpiesznie wróciłam do pawilonu.

Ciągle nie ufając własnym oczom, obejrzałam wywieszone na ścianie listy jeźdźców. Derczyk jechał w drugiej gonitwie, jego nazwisko widniało na kartce jak byk. Stałam tam jeszcze, kiedy podszedł goniec i na papierku z drugą gonitwą zawiesił inny. Na tym innym zamiast Derczyka zapisany był starszy uczeń Gomorek.

– A dalej? – spytałam z zainteresowaniem.

– Co dalej? – zaciekawił się goniec podejrzliwie.

– W następnych gonitwach. Zamieniony Derczyk na Gomorka w drugiej, ale Derczyk jedzie jeszcze w następnych. O, w czwartej…

– Nie ma dyspozycji. Zresztą, może on jeszcze przyjdzie. Byłam absolutnie pewna, że nie przyjdzie. Zaczęłam się zastanawiać.

W każdym innym miejscu i w każdych innych okolicznościach bez chwili namysłu i nie zwlekając, zawiadomiłabym byle kogo o smutnym fakcie znalezienia w berberysie znajomych zwłok. Teraz jednak zawahałam się. A co będzie, jeśli wieść się rozejdzie i bodaj cząstka zgromadzonego tu tłumu runie na łączkę i do zagajnika? Co będzie, jeśli, nie daj Boże, wstrzymają gonitwy? Co będzie, jeśli zabiorą stąd jedną osobę, mnie, jako najważniejszego świadka i nie pozwolą mi uczestniczyć w ulubionej rozrywce?



2 из 247