
Od pani Zosi dowiedziałam się, że dyrektora jeszcze nie ma, przyjedzie nieco później. Zastępcy też nie ma i dzisiaj nie będzie. Źle się układało, pomyślałam o kierowniku mitingu, zajrzałam gdzie popadło i poinformowano mnie, że kierownik mitingu poszedł do rachuby. Rachuba znajdowała się daleko. Został mi już tylko jeden przytomny człowiek, były sędzia- starter, który mógł wziąć sprawę w ręce i poprowadzić ją z sensem. Konie chodziły po paddocku, opuściłam pawilon dyrekcji i udałam się do biur.
Nikt z pętających się w przejściu pomiędzy budynkami nie umiał odpowiedzieć mi na pytanie, czy jest Jeremiasz. Nie zdziwiło mnie to, pytałam dość beznadziejnie. Zaczynała się gra, dla graczy Jeremiasz nie był interesujący, nigdy w życiu nie udzielił nawet cienia informacji o formie i szansach koni, o układach, umowach i spiskach, sam nie grał, grą się nie zajmował i był z tego znany od lat. Nikogo nie obchodziło, czy Jeremiasz jest, czy go nie ma.
Dotarłam prawie do drzwi biurowca, kiedy wybiegł z nich jakiś chłopczyk. Musiał być miejscowy. Złapałam go.
– Słuchaj, nie wiesz, czy jest tam pan Jeremiasz?
– Nie – odparł chłopczyk. – Tak. Nie wiem. Był, ale poszedł.
Ciężko dyszał, trząsł się i rzucał na wszystkie strony spłoszone spojrzenia. Zaskoczona, zorientowałam się nagle, że ten chłopczyk śmiertelnie się czegoś boi. Obejrzał się na wejście do budynku, wyrwał mi się z rąk i uciekł. Popędził w stronę boksów. Niepewnie zajrzałam do wnętrza, zastanawiając się, co mógł tam spotkać takiego przerażającego, ale zobaczyłam tylko dwóch wychodzących właśnie facetów. Jednego znałam.
– Nie widzieli panowie przypadkiem Jeremiasza? – spytałam smętnie.
– Jeremiasza? Był tu chyba? – odparł ten, którego znałam.
– Był, ale poszedł – poprawił ten drugi. – Zdaje się, że do stajni.
Wdarłam się jeszcze do wagi, gdzie osobom obcym wstęp był wzbroniony i uzyskałam pewność, że Jeremiasza nie ma. Nie miałam czasu szukać go po stajniach, zajmowały teren przeszło stu hektarów. Dżokeje wychodzili z siodłami, dwóch zatrzymało się na moment, znalazłam się za ich plecami i usłyszałam trzy słowa.
