
· Cholerny mięczak – rzuciła Lula zza szaf z aktami. -Właśnie wchodzą pączki.
Ze wzrostem metr sześćdziesiąt i żywą wagą prawie stu kilogramów Lula była kimś w rodzaju eksperta od pączków. W tym tygodniu nosiła różne odcienie tego samego koloru. Włosy, cera, błyszczyk do ust – wszystko w kolorze kakao. Kolor skóry Lula ma stały, a kolor włosów zmienia co tydzień.
Lula pracuje u Yinniego i czasami mi pomaga. Ponieważ nie jestem najlepszą na świecie łowczynią nagród, a Lula nie jest mistrzynią wśród pomocników, często przypomina to Najsłynniejsze wpadki policjantów w wersji dla amatorów.
· Czekoladowe? – zapytała Lula. – Właśnie miałyśmy ochotę na czekoladowe pączki, prawda, Connie?
Connie Rosolli jest kierowniczką biura. Akurat siedziała przy biurku na środku pokoju, oglądając w lusterku swój wąsik.
· Chyba muszę znowu iść na zabieg – oświadczyła. -Jak sądzicie?
· Myślę, że to dobry pomysł – odpowiedziała Lula, częstując się pączkiem. – Bo znów zaczynasz wyglądać jak Groucho Mara.
Popijałam kawę małymi łykami i przeglądałam dokumenty, które leżały na biurku Connie.
· Przyszło coś nowego?
Drzwi do gabinetu otworzyły się z hukiem i wychyliła się z nich głowa Yinniego.
· A niech mnie, marny coś nowego… Specjalnie dla ciebie.
Lula wykrzywiła się. Connie zmarszczyła nos. Ścisnęło mnie w żołądku. Przeważnie to ja musiałam prosić się o pracę, a teraz Yinnie zarezerwował coś specjalnie dla mnie.
· O co chodzi? – zapytałam. – Co tu jest grane?
· Chodzi o Komandosa. Ulotnił się. Jego pager też nie odpowiada.
· Ten gnojek nie pojawił się wczoraj w sądzie – powiedział Yinnie. – Jest NSS.
W żargonie łowców nagród NSS oznacza „Nie Stawił się w Sądzie”. Zwykle jestem w siódmym niebie, słysząc, że ktoś się nie stawił, ponieważ oznacza to dla mnie zarobek. W tym wypadku nie było żadnych widoków na pieniądze, bo jeśli Komandos nie będzie chciał, żeby go znaleźć, to i tak go nie znajdę. Koniec dyskusji.
