Czy możemy powiedzieć, żeśmy pozyskali choćby jedną pożyteczną wiadomość o technologii Troxxtów — za cenę pracy wykonanej przy ich maszynach, za cenę istnień straconych przy tej pracy? Oczywiście, że nie! Przyczyniliśmy się tylko w takim małym stopniu, na jaki nas było stać, do ujarzmienia odległych ras, które żadnej nie wyrządziły nam krzywdy.

Było wiele powodów, abyśmy czuli się winni — pouczali nas powagą sędziowie, gdy nieliczni spośród ocalałych tłumaczy języka prebengali wypełzli z ukrycia. Ale nasza zbiorowa wina była niczym w porównaniu z tą, jaką ponosili „robako-kolaboracjoniści”, zdrajcy, którzy zajęli miejsce naszych umęczonych dawnych przywódców. Byli jeszcze poza tym ci przeraźliwi tłumacze ludzcy, którzy się wdali w językowe kontakty z istotami niszczącymi galaktyczny pokój, trwający od dwóch milionów lat. „Ach, śmierć była dla nich aż za łagodną karą” — pomrukiwali zabijając ich Dendiowie.


Kiedy w osiemnaście miesięcy później Troxxtowie przebili się znowu i owładnęli Ziemią, przynosząc nam słodkie owoce Drugiego Powtórnego Wyzwolenia, jak również zupełne i ostateczne wyparcie Dendiów — niewielu już było ludzi, którzy by ze szczerym entuzjazmem przyjęli ofiarowane im wysoko płatne stanowiska w rządzie, nauce i w charakterze tłumaczy.

Przede wszystkim w ogóle trudno było o ludzi, bowiem Troxxtowie dla ponownego wyzwolenia Ziemi musieli wysadzić w powietrze olbrzymi kawał pomocnej półkuli…

Ale nawet pośród tych nielicznych wielu wybrało samobójstwo, zamiast przyjąć tytuł Sekretarza Generalnego Narodów Zjednoczonych, kiedy wkrótce zjawili się Dendiowie dla dokonania chwalebnego dzieła Nowego Wyzwolenia. Było to, nawiasem mówiąc, owo wyzwolenie, przy którym znaczna część lądu zleciała z naszej planety, co nadało jej kształt nazwany przez naszych praojców gruszkowatym.



19 из 21