Posługując się językiem, którego nikt nie rozumiał, i wydając ogłuszający ryk z olbrzymich ust, umieszczonych w połowie ośmiocalowego ciała, obcy przemawiał dokładnie godzinę. Po ukończeniu mowy czekał uprzejmie na odpowiedź, a nie otrzymawszy żadnej, powrócił do statku.

Ach, ta noc, pierwsza noc naszego wyzwolenia!

A raczej pierwsza noc naszego pierwszego wyzwolenia! Wyobraźcie sobie tylko naszych przodków przy ich prymitywnych zajęciach: hokeju na lodzie, telewizji, rozbijaniu atomów, kłótniach politycznych, urządzaniu przedstawień i składaniu przysiąg — słowem przy tych wszystkich niezliczonych szczegółach, które w dawnych czasach czyniły życie tak skomplikowanym w porównaniu z zapierającą dech, wspaniałą prostotą teraźniejszości.

Wielkie pytanie, jakim się zajęli było oczywiście: „Co powiedział obcy? Czy zażądał, by rasa ludzka się poddała? Czy obwieścił, że przybywa w pokojowej misji handlowej, i po złożeniu rozsądnej, jego zdaniem, oferty na… powiedzmy zakup bieguna pomocnego, uprzejmie wycofał się, abyśmy mogli przedyskutować spokojnie wysunięte przez niego warunki? A może oświadczył po prostu, że jest nowo mianowanym na Ziemi ambasadorem przyjaznej i inteligentnej rasy, i prosił o wskazanie mu, jakim władzom ma złożyć swe listy uwierzytelniające?”

Nikt nie wiedział i to doprowadziło wszystkich do szału.

Ponieważ decyzja należała do dyplomatów, późną nocą uznano ostatnią z wymienionych możliwości za najbardziej prawdopodobną. Toteż nazajutrz od wczesnego ranka delegacja Narodów Zjednoczonych stawiła się, by czekać pod kadłubem nieruchomego statku gwiezdnego. Delegacja miała zalecenie powitania obcych jak najuprzejmiej w granicach swych zbiorowych zdolności lingwistycznych.



2 из 21