
Domyślała się, że Renato musiał szybko wydorośleć. Trudno było jej wyobrazić go sobie jako chłopca. Zapewne po włoskich przodkach odziedziczył bystre spojrzenie, lecz nieuchwytna duma musiała pochodzić od Hiszpanów, a zmysłowe usta i sposób poruszania się od Celtów.
Przy swoim pięknym bracie wydawał się wręcz brzydki, lecz jego wielkie czarne oczy wabiły jak magnes. W pomieszczeniu pełnym przystojnych mężczyzn właśnie Renato Martelli wzbudziłby największe zainteresowanie wszystkich kobiet.
Choć potężnej budowy, nie miał ani grama tłuszczu, a stalowe mięśnie ledwie mieściły się pod drogim garniturem, w którym wyglądał nienaturalnie. Był człowiekiem stworzonym do życia na świeżym powietrzu, do jazdy konnej po swych włościach, do sportowych koszul.
Szampana podano w smukłych, kryształowych kieliszkach.
– Za miłe spotkanie.
– Za nasze spotkanie – dodała znacząco, a Renato lekkim grymasem zdradził się, że zrozumiał aluzję.
Gdy jedli zupę kalafiorową, żeberka i wędzonego łososia, Renato mówił o bracie i jego przedłużającym się pobycie w Anglii.
– Powinien wrócić dwa tygodnie temu, ale wciąż wynajdował jakieś wymówki. Domyśliłem się, że mogło chodzić tylko o kobietę. Gdy po raz pierwszy wspomniał o małżeństwie…
– Renato – jęknął Lorenzo.
– Nie zwracaj na niego uwagi – wtrąciła Heather. – Usiłuje cię speszyć.
– Signorina mnie przejrzała.
– To kwestia doświadczenia. Podobnie było, gdy odwiedził pan moje stoisko. Lubi pan onieśmielać ludzi.
– Kolejny punkt. – Z uśmiechem uniósł kieliszek, lecz wzrok miał czujny. – Powinienem się pani wystrzegać.
– Dobry pomysł – zgodziła się słodko. – Ale do rzeczy. Lorenzo zaczął mówić o małżeństwie, więc popędził pan do Anglii, żeby sprawdzić, czy się nadaję.
– Tylko po to, by stwierdzić, jaka jest pani urocza.
