
Był szarmancki, lecz nie dała się zwieść. Ten człowiek niczego nie robił bez powodu, a ona nie zamierzała ułatwiać mu sprawy.
– Mówmy otwarcie – powiedziała drwiąco. – Lorenzo nazywa się Martelli, dlatego nie może poślubić prostaczki. Kiedy okazało się, że zwrócił uwagę na zwykłą ekspedientkę, zaniepokoił się pan. Taka jest prawda, signor Martelli, a reszta to czcze gadanie.
Lorenzo jęknął i złapał się za głowę.
– Widzę, że teraz pani usiłuje mnie speszyć – odparł swobodnie Renato.
– Chyba sobie nieźle radzę – mruknęła.
– Zagrajmy zatem w otwarte karty – powiedział. – Zwyczajna ekspedientka? Co za bzdura! Nie ma w pani nic zwyczajnego. Jest pani silną, wręcz zadziorną kobietą, która sądzi, że może stawić czoło całemu światu i zwyciężyć. Na pewno uważa się pani za godną mnie przeciwniczkę, być może tak jest.
– Uważa pan, że zamierzam nieustannie z nim walczyć? – uśmiechnęła się. – Czy tak?
– Nie wiem, jeszcze nie podjąłem decyzji.
– Z drżeniem serca oczekuję werdyktu – odparła ironicznie.
Uniósł kieliszek i skłonił głowę. Heather odwzajemniła ten gest, choć ani na chwilę nie traciła czujności.
– Oto dzielna postawa, kochanie – odezwał się Lorenzo.
– Nie daj mu się zastraszyć.
– Nie musisz jej pomagać – uciszył go Renato. – Radzi sobie aż za dobrze. Widzisz – zwrócił się do Heather – sporo o tobie wiem. Gdy miałaś szesnaście lat, rzuciłaś szkołę i zatrudniłaś się w sklepie papierniczym. Przez kolejne cztery lata pracowałaś w wielu miejscach, choć zawsze jako ekspedientka, aż trzy lata temu przeszłaś do „Gossways". Gdy starałaś się o miejsce w programie szkoleniowym dla kadry kierowniczej, odmówiono ci z powodu braku odpowiedniego wykształcenia. Wtedy ostro zabrałaś się do pracy, uczyłaś się języków. Wreszcie, przekonani twoim uporem i doskonałymi wynikami w sprzedaży, obiecali ci miejsce w następnym cyklu szkoleniowym. Zwykła ekspedientka! Jesteś zdumiewającą kobietą.
